Przez krótką chwilę...

poniedziałek, 30 listopada 2020

W październiku jeszcze...

 ...działo się!

Jutro przywitamy grudzień, wczoraj pierwszy dzień adwentu... a ja jeszcze z zaległościami z października... Rety...strasznie mi ten listopad przeleciał! Jak nigdy jeszcze! Ale chciałabym jako taką chronologię tu zachować...zatem cofamy się o ponad miesiąc:

Pogoda pod koniec października i na początku listopada była bajeczna! Złote liście szeleszczące pod stopami...Było na tyle ciepło, że dzieciaki w sweterkach śmigały...potem przyszły chłodniejsze i bardzo wietrzne -jak to u nas- dni...


27 października Jadzia obchodziła swoje drugie urodzinki, w weekend przed urodzinami przyjechali moi rodzice...Moja Mama upiekła biszkopt, zrobiliśmy pierwszy torcik...Jadzi bardzo podobało się śpiewanie dla niej 100 lat, i dmuchanie świeczek :) W dniu urodzin już tylko my i dzieciaki, a za tort robiło ciasto marchewkowe (przepis od Mamy Przyjaciela -jeszcze z liceum- to tam, u niego pierwszy raz spróbowałam ciasto marchewkowe...no i już 20 lat mija jak je robię, haha!)




Pogodny czas wykorzystywaliśmy na spacery :)









Ulubioną aktywnością Jadzi są poranne i wieczorne malowanki...kawą. Strasznie polubiła ten sposób malowania! Rozpuszczamy w 2-3 łyżkach wody pół-lub łyżeczkę kawy i gotowe...



Ostatniego dnia października zrobiliśmy sobie po raz pierwszy "Bal wszystkich Świętych"...to znaczy miał być bal...ale do takiego świętowania z tańcami nie dotarliśmy, choć wieczór spędziliśmy miło...poczytaliśmy ciekawostki o życiu naszych świętych patronów, Mężuś wydrukował wizerunki naszych patronów, zjedliśmy pyszną kolację, była też na życzenie dzieciaków babka i muffinki...na koniec obejrzeliśmy film o życiu św. Antoniego...Dzieciakom bardzo się podobało




Tak właśnie zakończyliśmy miesiąc październik :)


Jeszcze choć w jednym poście nadrobię cały listopad i będę prawie na bieżąco.

Pozdrawiam Was ciepło! Miłego popołudnia!

wtorek, 20 października 2020

Wciąż kolory mi w głowie...

To chyba efekt deszczowego okresu...
Było szaro, buro, ciemno... 
Jeden z dni był taki, kiedy bardzo, bardzo potrzebowałam chwili dla siebie. Na wyłączność.
Wcześniej zamówiłam farby do mebli dla dzieciaków...ale rozpakowałam paczkę i jeden odcień do mnie bardzo przemówił. Wzięłam do ręki pędzel i wałek i przemalowałam fragment ściany w kuchni. 
Poczułam przypływ energii, której było wcześniej brak...
Mała rzecz, a tak cieszy :)





Często z dzieciakami robimy sobie dania, potrawy inspirowane różnymi zakątkami świata. Tym razem padło na prawie fish&chips w angielskim stylu. Pogodę mieliśmy iście angielską, więc tak się nam skojarzyło. Zrobiliśmy domowe frytki i dorsza...Zosia przygotowała fajne "kubeczki" z gazety...surówka, keczup, ajvar do tego...wyszło nam pysznie :)



A wieczorami w taki słotne dni udawało nam się coś porobić:

Szczególnie w tych ostatnich pracach przebija się kolor. Jego użycie skutecznie poprawiało mi nastrój:











Dziś pierwszy dzień pełen słońca...za mną cudownie długi spacer z Jadzią, zebrałyśmy też jabłka u sąsiadki, zebrałam resztki ziół z ogrodu, pigwowca...Teraz mała się zdrzemnęła więc korzystam, by tu napisać kilka słów i zmykam przerabiać skarby jesieni :) 
Przyjemnego popołudnia!



poniedziałek, 12 października 2020

Październikowe fiolety...

Witajcie.
Dziś przywitam Was fioletami...nie należą one do mojej ulubionej palety odcieni...ale czasem zdarzy mi się coś podziałać w tym kolorze...
Szczególnie inspirujące są nasze wyzwania w Klubie Twórczych Mam. Piękny kolaż naprawdę potrafi sprawić, że się chce coś zrobić...w ten sposób powstała strona w art-journalu (marzyłam o swoim odkąd podglądałam u kilku z Was...polecam każdemu, fantastyczna możliwość ekspresji) 







We fioletach powstała też taka anielska para dla mojego brata i bratowej :) 

Chętnych do udziału w zabawie zachęcam do zajrzenia tu<klik> znajdziecie tam informacje dotyczące wyzwania oraz więcej inspiracji naszego zespołu.

Cytaty w art-journalu ze strony z fioletami pochodzą z pierwszych stron książki Clarissy Pinkoli Estes "Biegnąca z wilkami". Z pewnością podzielę się z Wami opinią na temat tej książki, bo zaledwie po kilkudziesięciu stronach jestem nią zachwycona!!! Zapowiada się niesamowity przewodnik odkrywania prawdziwej siebie...jednak przeczytanie jej zajmie mi sporo czasu, ponieważ każdy rozdział niesie ze sobą moc treści do przepracowania.

I jeszcze jedną wiadomość mam dla Was. Do końca tygodnia możecie zapisać się do zabawy "Ludzie listy piszą...". Na czym ona polega? Dokładnie na tym...piszemy listy. Pomysł na zabawę powstał z okazji Światowego Dnia Pisania Listów, który obchodziliśmy  9 października. 
Piszecie w ogóle listy? Ja bardzo lubię pisać i uważam, że żadne maile, telefony, a nawet kartki nie są w stanie zastąpić listu...w listach jest coś namacalnie niezwykłego...dotykacie koperty, nawet nie znając nadawcy patrząc na odręcznie wypisany adres możecie sobie wyobrazić jak będzie wyglądało wnętrze, w końcu otwieracie kopertę a z niej wypływają słowa skierowane do Was...pytania, na które w głowie szukacie odpowiedzi, papier, a może specjalna papeteria...charakter pisma...tego wszystkiego nie da nam odczytanie maila ze skrzynki pocztowej!
Pamiętam, że jako dziecko korespondowałam z przyrodnią siostrą mojego Dziadzia-mam te listy do dziś, pisałam też listy (ech cóż to były za elaboraty) do rodziców i przyjaciół, gdy pracowałam za granicą. Jestem też w posiadaniu listów a także kopii niektórych, które moja świętej pamięci Babcia pisała do swojego syna, a mojego chrzestnego (to od niego dostałam te listy).Wiecie jaka to pamiątka? 
Jak mawia powiedzenie "Littera scripta manet"-słowo zapisane pozostaje. Myślę, że tradycji pisania listów nie zastąpi nic innego...jest w tym jakaś magia...są emocje...są uczucia.

Zatem...chętni na odrobinę magii w codzienności za pomocą prostego gestu?
Jeżeli chcecie wysłać oraz otrzymać LIST to więcej informacji znajdziecie TU<klik>
Pozdrawiam Was ciepło!