Przez krótką chwilę...

wtorek, 14 stycznia 2020

zimowe urodziny...

Kolejny roczek za nami.
Zosia zażyczyła sobie tort czekoladowo malinowy (w Sylwestra byliśmy na urodzinach mojego Chrześniaka, połączonych z urodzinami jego starszego brata, rówieśnika Zosi, mama chłopców, moja dobra znajoma Ola, zaserwowała 2 torciki -malinowy i czekoladowy, Zosia poprosiła o połączenie tych smaków w jednym torciku), mam nadzieję, że spełnił oczekiwania Jubilatki.
W zasadzie to wydaje mi się, że tak, bo gdy rano w dniu, gdy mieli przyjechać goście zobaczyła tort to słowa jej zachwytu nie miały końca. Bardzo się cieszę...lubię im sprawiać radochę...a robienie dla nich takich rzeczy są dla mnie przyjemnością :)


Ze słodkości jeszcze babeczki czekoladowe, bezy, szarlotka i sernik...a piernik i makowiec to jeszcze świąteczne wypieki, na świeżo schowane do zamrażarki, zawsze potem przy urodzinach jest mniej do zrobienia ;)



Zosia zagniotła ciasto na szarlotkę...

A takie pierniki upiekliśmy do klasy...zamiast cukierków. Z tymi piernikami to niezłe kwiatki wyszły...razem je piekliśmy w środę, w czwartek z rana je szybko ozdobiłam, a gdy Zosia wróciła ze szkoły rzuciła fochem ;) bo "przecież ja chciałam ozdabiać" ...nie dogadałyśmy się...na szczęście udało mi się ją udobruchać innymi pomocowymi sprawami...i tak np ozdobiła czekoladowe babeczki masą na śmietance z gotowym proszkiem "solony karmel"...najlepsze babeczki ever nam wyszły. Babeczki posmarowane polewą czekoladową, na to dżem jagodowy, na to masa "solony karmel". Wieczorem mieliśmy wizyte duszpasterską i Zosia poczęstowała księdza przedurodzinowymi babeczkami...






A takie śliczne karteczki dostała od koleżanek i kolegów :) tą z szydełkowym kwiatuszkiem zrobił dla niej Antoś :)
Aktualnie dopadło nas przeziębienie...siedzimy i przede wszystkim robimy porządek w przydasiach, może uda się nam choć część ogarnąć. 
Pozdrawiam Was ciepło!

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Ja pierniczę...

...robię to od listopada i choć myślałam, że już 2 dni przed Świętami skończyłam to ostatnio na pytanie skierowane do Zosi czy do klasy z okazji urodzin dla dzieciaków kupić jej jakieś słodycze, czy coś robimy, powiedziała "Pierniki...te duże ludki, miękkie i puchate"...więc jeszcze nas mała manufakturka czeka.






Nie żebym się skarżyła, bo pierniki to chyba bym mogła robić przez 12 miesięcy w roku.
Moje dekorowanie to nie jest jakaś sztuka najwyższych lotów, ale wszystko od serca. Używam też przepisów na naprawdę smaczne pierniki, więc w dużej mierze smak odgrywa kluczową rolę...
Dzieciaki już dawno załapały piernikowego bakcyla i pomagają przy wypiekach i dekoracjach.

















Jak to zwykle bywa szewc bez butów chodzi...czasem z wyboru. I mi najbardziej smakują pierniki bez lukrów etc.ale dekorowanie pierników dla innych a przede wszystkim z innymi to naprawdę dla mnie przyjemność :)
Dlatego jedynie w zeszłym roku z uwagi na to, że w zasadzie cały grudzień u nas był chorobowy z małą Jadzią dodatkowo na pokładzie odpuściłam cotygodniowe spotkania z przyjaciółmi, znajomymi i rodziną, podczas których dekorujemy pierniki. Natomiast odkąd mieszkamy sobie w chatce na wsi...co roku takie spotkania miały miejsce. I z każdym rokiem i osób i dni, kiedy malowaliśmy pierniki jest coraz więcej :) :)  W tym roku "odbiłam" sobie z nawiązką. W czasie adwentowych weekendów dom pachniał piernikami, podłoga kleiła się od lukrów, a posypki cukrowe mieniły się niczym kolorowe cekiny...






Może przyda się Wam w przyszłym roku<klik>... pod tym linkiem krok po kroku napisałam jak zrobić piernikowy domek...od podstaw, z przepisami na ciasto, szablonami, podzieliłam się tam wszystkim czego do tej pory udało mi się dowiedzieć metodą prób i błędów. Zobaczycie tam też zestawienie moich domków na przełomie lat. Haha...do dziś się śmieję bo moja Przyjaciółka nazwała mnie architektem piernikowych szałasów :) i coś w tym jest :)
Pozdrawiam ciepło!

piątek, 3 stycznia 2020

wdzięczność...

Uczę się jej mocniej od jakiegoś czasu. By być wdzięczną bardziej niż zwykle.
Bo zwykła codzienność zamyka się w drobnych cudach...i przez to wdzięczna mogę być za wszystko!
Z tych większych rzeczy wdzięczna jestem za PRZYJACIÓŁ, na których ZAWSZE mogę polegać...na tych, którzy choć to trudne powiedzą prawdę, nawet jeśli ona zaboli, na tych, którzy przymkną oko kiedy można i tupną nogą gdy trzeba.
 Za BLISKICH...z każdym kolejnym rokiem człowiek docenia rodzinę bardziej choć i wiele przewartościowuje w swoim życiu dzięki niej/przez nią.
Jestem wdzięczna nawet za TYCH, co potrafią stłamsić człowieka swoją obecnością, bo Ci są moją osobistą "lekcją"...
Nieustannie jestem wdzięczna za pamięć życzliwych osób... Gosi, Sandrze, Agnieszce, karto_flanej, Agniesi, Wioli, Agacie...

Myślałam, że w tym roku nabroiłam...a tu taki wysyp cudowności...
Od Kasi

Od Agniesi

Od mojej Madzi

Od Gosi

Od Moniki

Od Sandry


Dziewczyny z KTM <klik> to już w ogóle inna bajka. Dzięki codziennym konwersacjom mam wrażenie, że znamy się jak łyse konie. Z Asią i Moniką udało się nam spotkać ponownie w grudniu na dekorowaniu pierników. Cieszę się, że te spotkania doszły do skutku. Karto_flanej jestem winna osobny wpis, ale akwarele ziół, które od Niej dostałam (a będzie już chyba ze 3 lata temu, Ela, jesteś najbardziej cierpliwą osobą ) wciąż nie mają ramek...paczki od Ani i Asi z kolei już przestałam fotografować, bo dziewczyny nieustannie mnie czymś zaskakują. Ale nie to jest ważne. Choć miłe. Ważne jest to, że z idei wspólnego prowadzenia bloga narodziły się autentyczne relacje, pełne zrozumienia i ciepła. 




Wśród karteczek w tym roku zabrakło jednej, od osoby, od której dostawaliśmy ją jako pierwszą...w zeszłym roku odeszła Pani Krysia, Mama Lidzi. Choć znałam ją tylko korespondencyjnie to była to taka ciepła dusza...kobieta, która potrafiła zostawić mnóstwo serdecznych zdań pod postami, która miała piękny charakter pisma, a Jej karteczki były takie misternie zdobione...Jestem wdzięczna Pani Krysi za tą relację.

Dziś wracam do początku, wracam do korzeni...Bo dziś tak mi w duszy gra...jak przed 9 laty, gdy pisałam drugi post (bo pierwszy mi się skasował ;p) <klik>

"Gdyby nuta powiedziała:
jedna nuta nie czyni muzyki
...nie byłoby symfonii.
Gdyby słowo powiedziało:
jedno słowo nie tworzy stronicy
...nie byłoby książki.
Gdyby cegła powiedziała:
jedna cegła nie tworzy muru
...nie byłoby domu.
Gdyby kropla wody powiedziała:
jedna kropla wody nie może utworzyć rzeki
...nie byłoby oceanu.
Gdyby ziarno zboża powiedziało:
jedno ziarno nie może obsiać pola
...nie byłoby żniwa.
Gdyby człowiek powiedział:
jeden gest miłości nie ocali ludzkości
...nie byłoby nigdy na ziemi sprawiedliwości i pokoju, godności i szczęścia."
Michel Quoist

POZDRAWIAM Was ciepło i noworocznie...
Wszystkiego DOBREGO dla Was...niech się dzieje, niech się spełnia to, czego najbardziej sobie życzycie i czego potrzebujecie!