Przez krótką chwilę...

czwartek, 16 lutego 2017

W biegu czy w oczekiwaniu?

Tak zupełnie przypadkiem wpadłam na to, że ludzie albo się gdzieś spieszą - są nieustannie w biegu, czasem chyba nawet zapominając za czym tak biegną...albo wiecznie na coś czekają...





Do której grupy się zaliczacie?Ja chyba do żadnej ;p chociaż zdecydowanie mi bliżej do tych, co żyją w oczekiwaniu...ale nie żyję biernie spędzając czas na CZEKANIU aż się coś przydarzy. Bo jeszcze NIC samo się nie wydarzyło. Moje oczekiwanie wiąże się z konkretnymi działaniami. Nie wszystko jestem w stanie zrobić od razu. Życie nie raz i nie dwa pokazało mi, że do dobrych, wartościowych rzeczy droga jest bardziej stroma, zawiła i długa...



I choć czasami ludzie wkoło już dawno rozłożyli ręce "no bo ile można na coś czekać" ja wierzę w określone cele...Zanim wyruszy się w podróż miliona kroków trzeba zawsze zrobić ten pierwszy. 
Tak jest ze wszystkim w naszym życiu :)


Czasami mam takie myśli, czy jestem na tej MOJEJ ścieżce...wiecie - takie zwyczajne wątpliwości...ale potem przychodzi jakiś drobiazg, który mnie podbudowuje, odsuwa na bok wątpliwości i utwierdza w przekonaniu o słuszności większości wyborów: słowo, gest człowieka, sms, list-jakby znikąd (ale wiadomo, ze nic się znikąd nie bierze!)...


Powyższe zdjęcia robione dzień po dniu...każdego dnia byłam zachwycona inaczej tym, co widzę.
Jednego dnia krajobraz był jakby zastygły we śnie, biała i gęsta jak mleko mgła spowiła wszystko, ale jednocześnie było jakoś tak nostalgicznie i nastrojowo i SPOKOJNIE.
Kolejny dzień z bezchmurnym niebem i słońcem to zgoła inna bajka, chociaż wszystko takie jak dzień wcześniej wszystko tak RÓŻNE, bardziej radosne, pełne nadziei...
Podobnie chyba bywa z naszymi decyzjami...czasami to, kto i co nas otacza, jaki rodzaj ludzi i ich "życzliwości" w dużej mierze wpływa na to jak my zapatrujemy się na nasze plany :)
Warto wsłuchać się w siebie. Warto też posłuchać innych - nie tylko tych którzy nam schlebiają, nie tylko tych którzy krytykują, ale przede wszystkim TYCH, którzy potrafią zrozumieć nasze podejście do życia i mają konkretne pomysły :) Mi czasami takich konkretów brakuje. Nie trudno się rozeznać, że ja marzycielką jestem, idealistką (wciąż, pomimo tego, ile razy już się zawiodłam) w głowie potrafię poukładać i rozmarzyć się tak że to już balansuje na granicy "odjazdu"...wtedy potrzebuję konkretnego działania...sprowadzenia mnie chociaż odrobinę na ziemię, by poczuć grunt pod nogami. Na szczęście są takie osoby, które potrafią to zrobić :)
Uff ale dygresja znowu wyszła...

Poza tym nasze małe radości codzienności, zawsze staram się wychwytywać z codziennego dnia takie momenty, które sprawiają mi i moim bliskim frajdę, bo ja nie z tych, których RUTYNA, SYSTEMATYCZNOŚĆ  uspokaja, na mnie działa wręcz przeciwnie, zatem codziennie potrzebuję takich momentów które są zastrzykiem mocy:

Na spacerach zawsze coś nas zaskoczy


Prace plastyczne z Zosią i ta jej radość, że nauczyła się czegoś nowego...


Zakwas też już całkiem, całkiem...


Plastelina zajmuje naszą trójkę nawet na KILKA godzin, dla mnie to powrót do dzieciństwa a dla nich? Praca nad zdolnościami manualnymi ale przede wszystkim budowanie wyobraźni...oj ta pracuje wtedy na pełnych obrotach!


Każdy potrzebuje też czasu na zebranie sił:


Nauka, która jest chęcią samą w sobie jest wielką radością:



A wyłowione na targu staroci perełki zawsze nastrajają optymistycznie:





A jak jest z Wami...w biegu...czy w oczekiwaniu? A może pośrodku?
POZDRAWIAM ciepło!

sobota, 11 lutego 2017

Zima u progu przedwiośnia...

Zapowiada się, że wreszcie będziemy mieć do czynienia z prawdziwym PRZEDWIOŚNIEM.
Bo choć wciąż zimowo, to słońce już wiosenne-o ile się pokaże zza chmur :)
I możemy mówić, co chcemy...jak już się słońce pokaże to jakoś człowiekowi od razu lepiej, samopoczucie lepsze na start :)

Potem mija dzień za dniem. Upływa na spotkaniach, rozmowach, rodzinnych wypadach...
Wspólnym czasem...chwilą bycia razem...


Tulipany dostałam od mojej Mamy :) to się nazywa porozumienie bez słów...dostałam je w tym samym dniu kiedy pisałam poprzedniego posta :) 


Dzieciaki oczywiście Babci nie opuszczały na chwilę...


Korzystając z tego, że wciąż śnieg a czasem i bardzo pogodnie maluchy ulepiły swojego małego bałwanka:



Zapraszam Was też do zabawy na blogu Klub Twórczych Mam, przygotowałyśmy dla Was garść inspiracji do wyzwania pt. "Niech się błyszczy, niech się mieni"...zrobiłam kompleciki bransoletek, do niektórych także kolczyki <KLIK>




Przy okazji gdy ja bawiłam się koralikami towarzyszyła mi też Zosia, ona wykorzystała swój jeden z prezentów urodzinowych...ponabijała koraliki-owocki na szpilki, ja dołączyłam do nich bigle i powstały urocze kolorowe kolczyki:


A ze słodkości? Upiekliśmy przepyszne ciastka z masłem orzechowym i kawałkami czekolady. Przepis stąd <KLIK> 



Karnawał w pełni, więc i my się bawimy :) stąd co nieco słodkiego do wieczornej herbaty albo kakao...a niedawno Daria <klik> podesłała moim dzieciakom stroje karnawałowe :) na chwilę dom stał się zamczyskiem, w którym panował rycerz, który walczył z DINOZAURAMI (a jakże by inaczej)...a i piraci mieli swoje bojowe zadania...




Zaczynamy także przygodę ze Świerszczykiem...pamiętacie to czasopismo? 


Zaczytywałam się nim jako dzieciak, teraz wreszcie i moje dzieci załapały bakcyla :) a przy okazji jeszcze dostąpiłam zaszczytu i weszłam do zacnego grona Rady Czytających Wiedźm, to na razie grupka osób, których zadaniem będzie propagowanie czytelnictwa wśród dzieci :) niedługo o tym więcej informacji...


a jeśli chcecie zobaczyć co razem z moją blogową koleżanką Moniką <klik> zrobiłyśmy, wymyśliłyśmy dla dzieciaków na podstawie ostatniego numeru Świerszczyka-zapraszam tutaj <KLIK>

Zaczyna się dziać :)
To to ja lubię :)

POZDRAWIAM WAS BARDZO CIEPŁO!

sobota, 4 lutego 2017

Domowo...

Dom...
Nie miejsce, nie ściany a ludzie go tworzą...
Nie meble, nie gadżety a nasze zachowania wypełniają go swoistą atmosferą...
Nie kolor i nie dodatki a śmiech, rozmowa, czy nawet podniesiony głos i wspólnie spędzony czas go wyróżniają...


Marzyłam zawsze o domu otwartym na gości, na znajomych i mniej znajomych ;) na Rodzinę i Przyjaciół...
O domu wypełnionym zapachem domowego ciasta, chleba, wspólnych posiłków...
O gwarze. Nieraz męczącym-fakt...ale jakże przyjemnym jednocześnie...zwłaszcza gdy wszystko wokół nagle milknie...lub gdy go zwyczajnie zabraknie...
O pokoleniowym domu (szkoda, że to jedno nie wyszło...chociaż szczęśliwi jesteśmy gdy nasi Rodzice i Dziadziu nas mogą odwiedzić na dłużej)
Od wiosny po późną jesień o wazonie pełnym kwiatów, przyniesionych z pola, łąki i ogrodu...
(bo wieki temu Mężuś dostał ode mnie "zakaz" ich kupowania, gdy się nam naprawdę nie przelewało, a on i tak zaskakiwał...bo która z nas kwiatów nie lubi ;p? )
Kilka miejsc nazywaliśmy DOMEM (bo w każdym z tych miejsc było nam w jakiś sposób dobrze-bo mieliśmy siebie) nim trafiliśmy tu, gdzie już prawie od 4 lat budujemy wspólną wizję tego DOMU.
A ponieważ lubimy wspomnienia i wracać pamięcią do miejsc niegdyś "naszego domu" powstał taki pamiętnik...do niego wkleimy zdjęcia, spiszemy wspomnienia z tych wszystkich miejsc...
Dziękuję Iwonce :) bo to od Niej otrzymałam bazę pod takie albumy, dawno dawno temu :) 


A dla Was? Co jest ważne w budowaniu "domu"?

Za nami dopiero co Boże Narodzenie...ale pomału będzie trzeba myśleć o Wielkanocy.
Do działania zmotywowała mnie klubowa koleżanka Daria <KLIK>...inaczej robiłabym wszystko na ostatnią chwilę i jak to ja...na ostatnią chwilę wysłała lub nie :( 
Dlatego przyłączyłam się do Wielkanocnej zabawy karteczkowej...Zabawa o tyle ciekawa, że co 2 tygodnie na blogu Klub Twórczych Mam <KLIK> w każdy poniedziałek ukazywać się będą posty z wytycznymi do wykonania kolejnych kartek, do wyboru są 2 grafiki, (do pobrania i wydrukowania) wytyczne a także mapki...
Może jeszcze się skusicie na pierwsze "karteczkowe spotkanie"? 
Zapraszam TU <KLIK> po więcej informacji i inspiracji...


Ja stworzyłam np.taką karteczkę:


A skoro była już mowa o wspólnych posiłkach...to wiadomo, wspólne ich przygotowywanie też sprawia wiele frajdy...przy takich pomocnikach wiadome jest, że jest więcej sprzątania PO...ale też o tyle samo więcej radości i dumy z samodzielnie przygotowanego posiłku.


Od razu też widać kto co lubi najbardziej ;)



Przyjemnego weekendu Wam życzę.
Pozdrawiam ciepło!