Przez krótką chwilę...

czwartek, 16 maja 2019

Wyjść poza strefę komfortu

Witajcie.
Macie czasem wrażenie, że to gdzie w danym momencie się znajdujecie, kim jesteście i co robicie to już wystarczająco? Dostatecznie, by nic nie zmieniać? Wystarczająco wygodnie.
Nie podejmujemy nowych wyzwań, bo brakuje czasu, bo boimy się porażki, bo brakuje odwagi.
Podjęcie decyzji o wyjściu poza strefę naszego komfortu jest tylko jednym krokiem...pierwszym, który może nas wyprowadzić na drogę setki tysięcy kroków ku lepszemu. Trzeba się tylko odważyć.
Kiedyś byłam odważniejsza, a ZMIANA to mogło być moje drugie imię. Potrafiliśmy spontanicznie z mężem się spakować i pojechać na drugi koniec Polski, albo pojechać w totalnie obce tereny w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi...po 2 tygodniach wysyłając pocztówkę do naszych rodziców z nowego miejsca zamieszkania... Bardzo lubiłam poznawać wszystko co nowe...miejsca, ludzi, smaki, kulturę...Paraliśmy się różnymi zajęciami. Szukałam i próbowałam różnych technik plastycznych etc., bo poczułam, że w tym kierunku chcę działać. Przez chwilę to była moja praca, jej...wspominam ten kres jako najlepszy w życiu, gdy pracowałam w Warsztatach Terapii Zajęciowej, a po 10 godzinach jeszcze kilka godzin w naszym Wolontariacie pracowałam nad ikonami...to był mój swoisty "złoty wiek"...Potem zostałam mamą i to mnie totalnie zmieniło. Stałam się bardziej ostrożna. Może nawet mdła, pospolita i "rutynowa". Moją odskocznią od codzienności jest rękodzieło, ale robię to tylko dla bliskich jako upominki, a wszystko to w zakresie swojej strefy komfortu...robię to w czym czuję się bezpiecznie...
Ostatni tydzień każdy wieczór starałam się spędzić przy pędzlach i totalnie poza strefą komfortu. Niby decou, ale z podmalówką, a tego zawsze się boję. Wiem teraz, że brakuje mi odpowiednich farb...ale pierwsze koty za płoty. Efekt końcowy mi się spodobał. Jak się okazuje tli się we mnie jeszcze ta potrzeba zmian, poszukiwania etc. Ale będąc mamą najpierw patrzy się na potrzeby dzieciaków, a dopiero później na swoje...też tak  macie-prawda?








Przy okazji podziałała też Zosia:




Może ta niewielka zmiana we mnie pociągnie za sobą kolejne, do których dojrzewam już długi, długi czas, a wciąż brak mi dostatecznej odwagi?
Czasem warto wychylić nos poza strefę naszego komfortu...żeby poznać swoje ograniczenia jak i możliwości...
Dobrego dnia!




środa, 1 maja 2019

Papierowe różności

Witajcie...
Pierwsze dni "kwietniowych upałów" za nami, był też czas ochłodzenia był i deszcz. Nawet jest jakaś reguła w tej anomalii pogodowej, która trwa już od kilku lat...Teraz witamy już maj...

Gdy mam plan na jakąś pracę dla dzieciaków, często siadam do stołu razem z nimi...tworzę z nimi.
Podobnie ma się sprawa, gdy to ja coś robię, mam wtedy zwykle towarzyszkę...Zosia od zawsze chętnie mi towarzyszyła przy robieniu biżutków z koralików, a ostatnio także przebiera w kolorowych papierach...




Dzieciaki same znalazły pomysł na kolaże w tej książce:



Są to nasze inspiracje na wyzwanie w Klubie Twórczych Mam pt.: "Zrobione z Mamą- PORTRET" <klik>


Zrobiłam też kilka prostych karteczek na różne okoliczności. Wykorzystałam papiery, tasiemki etc. jakie dostałam z okazji urodzin oraz materiały ze sklepu Ewa<klik> tu więcej informacji w zbiorczym poście inspiracyjnym.





W kwietniowej wytycznej w zabawie u Uli <klik> założeniem była "okiennica"...wiedziałam od początku, że dla mnie to będzie kartka-wyzwanie, dlatego prosta do bólu, ale udało się zrobić.
Żałuję, że tak późno, bo dopiero od zeszłego roku bawię się razem z Ulą, dzięki temu systematycznemu robieniu kartek miałam spokojniejszą głowę gdy nastał czas ich wysyłania ;)



Pozdrawiam...




piątek, 26 kwietnia 2019

Wielkanocne migawki

Święta z dziećmi są pełne koloru, są radośniejsze, dzięki dzieciakom sami musimy się "doszkolić" w wielu kwestiach, odpamiętać sobie szczegóły różnych tradycji i obyczajów czy symboliki obrzędów kościelnych...
Przydługi post...dla cierpliwych ;)

Owies dzieciaki zasiały w przedszkolu, styropianowe dekoracje także zrobili na zajęciach przedszkolnych.

W domu natomiast zajęliśmy się dekoracją ciastek, najważniejszym życzeniem było, żeby lukier był w różnych kolorach...






Zabawa przednia! Jak zawsze przy dekorowaniu. 
I co roku nadziwić się nie mogę, że moja córka, niemalże tak samo niecierpliwa jak ja - przy tej czynności potrafi się wyciszyć i totalnie temu oddać :)
Udało się nawet kilka pierników i ciastek wysłać wraz z karteczkami z życzeniami :)

Powstały też różne zawieszki, którymi ozdobiliśmy gałązki. Dołączyły także ozdoby robione w poprzednich latach...a także szydełkowe cudeńka od Was:



A wśród pozostałych ozdób najwięcej jest tych od Was-blogowych znajomych, może znajdziecie swoje dzieła, Wasz kawałek serca na tych zdjęciach?






Palemki dzieciaki poświęciły w mojej rodzinnej miejscowości, bowiem dzień wcześniej świętowaliśmy roczek chrześnicy męża.

A koszyczki poświęciliśmy w Krakowie, potem spotkaliśmy z Przyjaciółmi w ogrodzie u Ojców Karmelitów...tam wszystko w pełnym rozkwicie już wtedy było...u nas dopiero teraz zaczyna się ten czas.



W niedzielę cała nasza ferajna wzięła udział w porannej rezurekcji. Jadzia po jakimś czasie nawet usnęła i nie zbudził jej nawet dźwięk orkiestry strażackiej ani dzwony...choć cała uroczystość trwała dłużej niż zwykle i było naprawdę zimno dzieciaki spisały się dzielnie!


Pogoda później nas rozpieszczała! Takiej temperatury w kwietniu jeszcze nie było! Dlatego udało nam się zrobić pierwsze w tym roku zdjęcia na łące wśród mniszka :)


W Poniedziałek Wielkanocny pogoda się niestety nieco się zepsuła, ale dzieciaki i tak zrobiły sobie solidnego śmingusa. Oczywiście przed 6 rano pierwsze obudziła się Zosia, napełniła bidony wodą i obudziła Antosia żeby nas oblać...cóż za konspiracja ;p Później dojechał mój chrześniak z rodzinką, więc starszaki urządzili sobie prawdziwy lany poniedziałek...

Tradycyjnie w domu u mnie na śniadanie wielkanocne w niedzielę jadło się żurek i potem białą kiełbasę z sosem chrzanowym, z burakami z chrzanem, były jajka na różne sposoby, sałatka jarzynowa, wędliny, różne rodzaje ciast. Nie przejedlibyśmy tego obecnie, nie było dlatego tego wszystkiego a żurek zrobiłam dopiero na poniedziałkowy obiad, do tego na drugie danie klopsiki (mięso mielone, kasza jaglana, tarta marchew i duża ilość przypraw i świeżego lubczyku-pieczone)...dzięki temu jeszcze we wtorek zjedliśmy improwizacyjną wersję żurku...z klopsikami i świeżo ugotowanymi ziemniakami z koperkiem...jestem zadowolona, że praktycznie nic się nie zmarnowało. Ostatnie kawałki ciast dojedliśmy jeszcze w środę. To dobry kierunek działań :) podzielić się, zaprosić kogoś, nie szaleć z ilością. Bo czasem mniej znaczy więcej :)


Oczywiście napłynęło do nas wiele cudownych przesyłek z karteczkami i prezencikami...
Ech...ludzka życzliwość nieustannie mnie wzrusza. A wiecie co najbardziej? Listy...Mam nadzieję, że ta forma komunikacji ożyje na nowo :)
Mam nadzieję, ze nikogo nie pominę, dziękuję karto_flanej, Monice, Agnieszce, Agatce, Uli, Ani z Zapiecka, Etoile, Loli, Zosi i Uli K., Kluseczce oraz KiS i mojemu chrześniakowi :)

Od Loli dzieciaki dostały jeszcze takie słodkie uszaki:

Zauroczona zajączkami jakie zobaczyłam u zofiko, nieśmiało się po nie do Niej zgłosiłam, razem z Ulą K, Zosia przygotowała poza króliczkami takie CUDA:


Od mojej Kluseczki i karteczka zrobiona przez jej córeczkę :)

Od Uli :)


To jajeczko od p.Ewy którą miałam okazję osobiście poznać :) już po raz drugi miałam tą przyjemność, że podczas pobytu u swoich przyjaciół-a naszych niedalekich sąsiadów odwiedziła i nas...i oto piękna gęsia wydmuszka stała się częścią naszych wielkanocnych ozdób...świat taki mały i blogowe dusze coraz częściej na siebie wpadają :)

Zajączek od Diany:

ps. a tą karteczkę Pani listonosz dostarczyła jeszcze dziś :)
od Gosi :)

DZIĘKUJEMY bardzo :)

Zatem tradycyjnie, choć poświątecznie, dzielę się dobrą nowiną:
Chrystus Zmartwychwstał!
Bo to istota tych świątecznych a nawet poświątecznych dni :)