Przez krótką chwilę...

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Boże Narodzenie w NAS

Dziś już drugi dzień Świąt...czas wciąż tak szybko umyka... NASZE Święta spędziliśmy prawdziwie rodzinnie...kilka migawek z naszej Wigilii...



 

Nasze psiaki...




Dla Was Wszystkich życzenia...w tych dniach radosnych, oczekiwanych, gdzie gasną spory i goją się rany, życzę Wam zdrowia, życzę miłości, by mały Jezus w sercach zagościł, szczerości duszy, zapachu ciasta, przyjaźni, która jak miłość wzrasta i wokół pełno życzliwych ludzi :)


I jeszcze na torta zapraszam, dziś z Mężusiem 3 rocznicę ślubu świętujemy...
SPOKOJNEGO DNIA DLA WSZYSTKICH, by to Dziecię, które wczoraj się narodziło naprawdę zagościło w naszych sercach!
:)

wtorek, 20 grudnia 2011

Ciasteczkowo

Nie przepadam za pieczeniem, w przeciwieństwie do mojej Mamy ;) ona uwielbia... przyjechała do nas  przed świętami...ja chciałam żeby odpoczęła przed całym tym zabieganiem, Mamcia tak samo pomyślała o mnie ;) taka rola Mam chyba...już niedługo sama się dowiem, czy tak faktycznie jest, więc będę mogła potwierdzić lub zaprzeczyć. Druga Mama-czyli Mama Mężusia też nas odwiedziła...wspólny czas był naprawdę super...
Razem z moją Mamcią upiekłyśmy ciasteczka, ja robiłam pierniczki, bo to moje najukochańsze ciacha (innych może nie być :) )...Mamcia amoniaczki, bo długo wytrzymują, a potem razem skusiłyśmy się na maślane witrażyki. Ozdabiałam sobie już sama - bo to lubię robić :)
A oto efekty naszej cukierniczej weny...





Zrobiłam kilka piernikowych reniferków z myślą o jakiejś dekoracji, nie pomyślałam o dodatkowej dziurce dla renifera, żeby wpleść w niego jakąś wstążkę, cóż będzie wisiał krzywo :)


Dziś u nas było tak pięknie słonecznie, że musiałam "wypróbować" witrażyk w oknie...


Pozdrawiam wszystkich :) a sama zmykam na wieczorne pierniczki z zimnym (tak tak koniecznie
z ZIMNYM) mlekiem :)

czwartek, 15 grudnia 2011

Gusta i guściki, czyli o małżeńskiej sztuce kompromisu

Święta tuż tuż, choć aura za oknem wcale nie wygląda na grudniowo-świąteczną. Wciąż jest stosunkowo ciepło (jak na tę porę roku!) dopiero wieczory stają się chłodniejsze. 
Chciałam w tym roku wykonać jak najbardziej NATURALNE ozdoby przy użyciu orzechów, szyszek, liści, słomy, siana...chciałam i na chęciach się skończyło, bo po rozmowie z Mężusiem wyszło na to, że on chciałby KOLOROWE święta, mnóstwo różnych ozdób, nie monotematycznych ;) bombki w różnych kształtach i kolorach, kolorowe światełka itp. W jednym ze sklepów budowlanych, gdzie kupowaliśmy-a jakże!-kolejne artykuły remontowe, Mężuś wpadł w zakupowy przedświąteczny szał...ale na drodze wypracowanego KOMPROMISU światełka wybrał pomarańczowe i żółte, bombki brązowe, złote, czerwone i -pomarańczowe też są! :) i oczywiście łańcuchy-też pomarańczowe...zaczęło mi się to podobać, ostateczną wersję tej mieszanki już niedługo przetestujemy na choince. 
W międzyczasie zrobiłam parę decoupage'owych ozdób, słoik na ciasteczka, ozdobną butelkę i deseczkę :)




Już wcześniej powstało kilka zawieszek z masy solnej zainspirowane solniaczkami Ili z blogu Moja przystań. To pierwsza  mój taka próba...mam nadzieję, że przy kolejnych bardziej się wprawię.
Zanim Mężuś powiedział mi o swoich dekoracyjnych świątecznych planach ja pomału wdrażałam swoje pomysły, zrobiłam zawieszki-bombki z orzechów, żeby były na choinkę :)



 Na dziś tyle, może wieczorem polukruję już pierniczki i ciasteczka, to kolejny post będzie całkiem ciasteczkowy :)

Pozdrawiam Wszystkich i życzę dnia pełnego spokoju i radości.

sobota, 3 grudnia 2011

Papierowo, prawie wiklinowo :)

W tym przypadku "PRAWIE" nie robi aż tak wielkiej różnicy :) zobaczcie sami: koszyczki z papieru imitujące wiklinę, już niejedna osoba sądziła, że to niemożliwe, żeby koszyczki były z papieru...a jednak są. Technika wyplatania nie taka straszna jak się wydaje, a na długie jesienne, ponure wieczory to naprawdę dobry pomysł na spożytkowanie czasu :)



A poniżej koszyczek w stanie naturalnym: papierowo-gazetowym :)


Koszyczki przydają się do gromadzenia różnych rzeczy: orzechów, świeczek, owoców, większe a bardziej płaskie służą mi jako chlebaczki na pieczywo :)


Niedawno świętowaliśmy "Katarzynki"...dla znajomej powstał taki oto upominek: kolczyki, podkładki pod filiżanki oraz konik na biegunach, wszystko w kolorze zieleni, której już teraz prawie nie widać wokół nas.



Jest sobota, więc razem z Mężusiem robimy chleb, taka nasza nowa "tradycja", żeby chociaż na weekend mieć SWÓJ chlebek, na razie posiłkujemy się gotowymi mieszankami chlebowymi, są smaczne, chleb długo pozostaje świeży, a chrupiąca skórka i mokry środek-mniam mniam :) na razie fotka półproduktu, bo dopiero rośnie :)


Spokojnie spędzonego weekendu życzę...

środa, 30 listopada 2011

Adwentowy czas

Nie pamiętam, żeby u mnie w domu był wykonywany wieniec adwentowy.
W tym roku postanowiłam po raz pierwszy go zrobić, ale zastanawiało mnie skąd w ogóle taki zwyczaj? Poczytałam, poszperałam i już wiem :) Interesowała mnie głównie symbolika.
Wieniec adwentowy to symbol zwycięstwa i godności królewskiej Chrystusa, oczywiście cztery świece symbolizują cztery kolejne niedziele adwentu, natomiast każda ze świec ma swoją odrębną symbolikę, są to świece pokoju, wiary, miłości i nadziei. 

 

Powstał mój pierwszy wieniec adwentowy... 

Mężusiowi się nawet spodobał :)
I tak oto weszliśmy w okres adwentu - w radosny czas oczekiwania :)


Teraz już czas na przygotowania, podobnie jak wiele z Was mam obawy czy ze wszystkim zdążę i czy wszystko będzie takie jakbym sobie wymarzyła :)
Pozdrawiam ciepło...

czwartek, 17 listopada 2011

Brakuje mi koloru!

Dokładnie tak jak w tytule posta: zaczęłam odczuwać brak koloru - listopad w pełnej krasie! 
Już coraz mniej liści na drzewach, już się nie mienią w jesiennym słońcu.
Wszystko się zmienia, więc zmieniam się i ja ;) nigdy bym nie przypuszczała, że zacznie mi doskwierać brak koloru! Zawsze otaczałam się bezpiecznymi barwami, a teraz? Sama siebie nie poznaję ;)


Jarzębina w koszu już nie wygląda tak "soczyście", bo zdjęcie zrobione jeszcze końcem października, ale  jej czerwień wciąż jest intensywna. Ten koszyk z papierowej wikliny dostałam od przyjaciółki na urodziny już chyba z 2 lata temu. Technika wyplatania koszyków z papierowej wikliny strasznie mi się spodobała, poprosiłam więc przyjaciółkę żeby mnie nauczyła. Początkowo wydawało mi się to trudne, ale zaczęłam...potem odłożyłam wyplatanie na bok na prawie rok i zapomniałam jak się to robi ;) tak to już jest, że tylko "trening czyni mistrza"...Wróciłam do wyplatania w tym roku i z efektów jestem bardzo zadowolona, przy następnej okazji zrobię parę fotek moim koszyczkom :)


A ten wrzosowy komplecik powstał na życzenie znajomej :)



Natomiast dynia to już zeszłoroczne odkrycie mojego Mężusia... w zeszłym roku wracając z pracy zatrzymał się przy drodze i zakupił MEGA DYNIĘ, ważyła chyba z 18kg!!! Pojęcia nie miałam: co z nią zrobię?! Od siebie z domu jedyną dyniową rzecz jaką pamiętam to dynia w occie w słoiku, taką robiła moja Babcia :) wyszperałam przepis z neta i zrobiłam, ale ani ja ani mój Mężuś nie jesteśmy zwolennikami i smakoszami octowych zalew...to jednak w niewielkich ilościach jako dodatek np.do drobiowego mięsa pasuje i smakuje super!


Oboje lubimy eksperymenty, więc szukałam i szukałam, co z dyni zrobić mogę ;) najbardziej do gustu przypadła nam ostra zupka dyniowa, zupełna improwizacja nasza ze składników, które mieliśmy pod ręką...pycha! Nigdy nie udało mi się jej sfotografować, bo znikała w takim tempie, że zanim sobie przypomniałam, że mogłabym zrobić zdjęcie - zupki już nie było :) 
Tak rozpoczęła się nasz przygoda z dynią...resztę dyni w zeszłym roku pokroiłam w kostkę i zamroziłam, w zimowe, mroźne wieczory kiedy trzeba było się rozgrzać, porcja mrożonej dyni była w sam raz na przygotowanie szybkiej zupki!
Oczywiście w tym roku DYNIA zalega już w zamrażalniku, jesteśmy przygotowani na mroźne wieczory ;) poza tym wypróbowaliśmy też frytki z dyni - również pycha! I robi się je znacznie szybciej niż tradycyjne, bo czas smażenia znacznie krótszy :)
...chrupiące z zewnątrz, wilgotne i słodkie w środku, mniam, mniam! Jedyna uwaga-trzeba je spożyć tuż po przygotowaniu bo potem już nie są tak smaczne ;)


Ależ się rozpisałam...


Kończę dzisiejszy wpis :)  pozdrawiam ciepło i kolorowym akcentem dzisiejszego posta - wszystkich odwiedzających :)

wtorek, 15 listopada 2011

Nowy - stary mebel...

"To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące" Paulo Coelho

    Nie tak dawno pisałam, że od zawsze marzył mi się kredens taki jak miała moja Prababcia...i....MAM! Nie jest co prawda taki sam, ale to już prawie to...zresztą nieważne!! 
   To jeden z pierwszych PRAWDZIWIE NASZYCH, tzn. mój i mojego Mężusia mebel...dostaliśmy go  od kogoś,  kto wie, że lubimy rzeczy "z duszą", że mają one dla nas wartość...
    Dzięki temu mebelkowi  pomału zaczynamy wić gniazdko, taki kącik wypoczynkowy...
    Na razie pokazuję tylko część kącika - NASZ kredens :)






 Pozdrawiam ciepło w te pierwsze mroźne wieczory...




sobota, 3 września 2011

Zakończenie wakacji...

W zeszłym tygodniu odwiedziliśmy "Muzeum-Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie i Zamek Lipowiec"...Ostatni sierpniowy weekend był cudownie słoneczny, a do tego jeszcze to klimatyczne miejsce...bardzo przyjemnie spędzony dzień...
Oto kilka zdjęć z tego miejsca:









Prawda, że niesamowite? 
Chciałabym, żeby niektóre z przedmiotów znalazły kiedyś miejsce w moim domu :) np. taki biały kredens-pamiętam, że w domu rodzinnym w kuchni mieliśmy taki kredens, należał jeszcze do mojej Prababci...był znacznie większy od tego na tym zdjęciu i miał szufladki z bardzo grubego szkła na przyprawy! 
A te proste drewniane meble i naczynia gliniane...prostota i piękno w jednym...
Mogłabym tam zostać na dłużej :) będziemy poszukiwać innych tego typu miejsc, może polecicie jakieś miejsca z Waszych okolic?
Pozdrawiam serdecznie...na razie jeszcze nie wiem kogo, w ogóle to nie wiem, czy ten "blog" działa, ha! Nic nie wiem, ale mam nadzieję, że ktoś kiedyś zaznaczy w nim swój ślad :)
:)





wtorek, 30 sierpnia 2011

Gdyby...

"Gdyby nuta powiedziała:
jedna nuta nie czyni muzyki
...nie byłoby symfonii.
Gdyby słowo powiedziało:
jedno słowo nie tworzy stronicy
...nie byłoby książki.
Gdyby cegła powiedziała:
jedna cegła nie tworzy muru
...nie byłoby domu.
Gdyby kropla wody powiedziała:
jedna kropla wody nie może utworzyć rzeki
...nie byłoby oceanu.
Gdyby ziarno zboża powiedziało:
jedno ziarno nie może obsiać pola
...nie byłoby żniwa.
Gdyby człowiek powiedział:
jeden gest miłości nie ocali ludzkości
...nie byłoby nigdy na ziemi sprawiedliwości i pokoju, godności i szczęścia."
Michel Quoist


Tekst Michela Quoist'a odnalazłam w swoich starych zapiskach...  
Zawsze dodawał otuchy, wiary w to, że to nie od WSZYSTKICH coś zależy, ale przede wszystkim od Ciebie, ode mnie, od każdego z nas z osobna...

Nie mamy jeszcze z Mężem "swojego" domu, mieszkania...
A mimo to...


...w czerwcu przygarnęliśmy od koleżanki 2 psiaki...
W naszych rodzinnych domach zawsze były zwierzęta... a od czegoś trzeba zacząć "budowanie" swojego miejsca, prawda? Poza tym zawsze byliśmy zdania, że dom to nie ściany, ale ludzie, atmosfera, to co człowieka otacza, więc może jesteśmy na dobrej drodze?
Jak myślicie?

 Dobrego dnia dla wszystkich...GDYBY dla kogoś jeszcze taki nie był...szczególnie DOBREGO!