Przez krótką chwilę...

czwartek, 17 listopada 2011

Brakuje mi koloru!

Dokładnie tak jak w tytule posta: zaczęłam odczuwać brak koloru - listopad w pełnej krasie! 
Już coraz mniej liści na drzewach, już się nie mienią w jesiennym słońcu.
Wszystko się zmienia, więc zmieniam się i ja ;) nigdy bym nie przypuszczała, że zacznie mi doskwierać brak koloru! Zawsze otaczałam się bezpiecznymi barwami, a teraz? Sama siebie nie poznaję ;)


Jarzębina w koszu już nie wygląda tak "soczyście", bo zdjęcie zrobione jeszcze końcem października, ale  jej czerwień wciąż jest intensywna. Ten koszyk z papierowej wikliny dostałam od przyjaciółki na urodziny już chyba z 2 lata temu. Technika wyplatania koszyków z papierowej wikliny strasznie mi się spodobała, poprosiłam więc przyjaciółkę żeby mnie nauczyła. Początkowo wydawało mi się to trudne, ale zaczęłam...potem odłożyłam wyplatanie na bok na prawie rok i zapomniałam jak się to robi ;) tak to już jest, że tylko "trening czyni mistrza"...Wróciłam do wyplatania w tym roku i z efektów jestem bardzo zadowolona, przy następnej okazji zrobię parę fotek moim koszyczkom :)


A ten wrzosowy komplecik powstał na życzenie znajomej :)



Natomiast dynia to już zeszłoroczne odkrycie mojego Mężusia... w zeszłym roku wracając z pracy zatrzymał się przy drodze i zakupił MEGA DYNIĘ, ważyła chyba z 18kg!!! Pojęcia nie miałam: co z nią zrobię?! Od siebie z domu jedyną dyniową rzecz jaką pamiętam to dynia w occie w słoiku, taką robiła moja Babcia :) wyszperałam przepis z neta i zrobiłam, ale ani ja ani mój Mężuś nie jesteśmy zwolennikami i smakoszami octowych zalew...to jednak w niewielkich ilościach jako dodatek np.do drobiowego mięsa pasuje i smakuje super!


Oboje lubimy eksperymenty, więc szukałam i szukałam, co z dyni zrobić mogę ;) najbardziej do gustu przypadła nam ostra zupka dyniowa, zupełna improwizacja nasza ze składników, które mieliśmy pod ręką...pycha! Nigdy nie udało mi się jej sfotografować, bo znikała w takim tempie, że zanim sobie przypomniałam, że mogłabym zrobić zdjęcie - zupki już nie było :) 
Tak rozpoczęła się nasz przygoda z dynią...resztę dyni w zeszłym roku pokroiłam w kostkę i zamroziłam, w zimowe, mroźne wieczory kiedy trzeba było się rozgrzać, porcja mrożonej dyni była w sam raz na przygotowanie szybkiej zupki!
Oczywiście w tym roku DYNIA zalega już w zamrażalniku, jesteśmy przygotowani na mroźne wieczory ;) poza tym wypróbowaliśmy też frytki z dyni - również pycha! I robi się je znacznie szybciej niż tradycyjne, bo czas smażenia znacznie krótszy :)
...chrupiące z zewnątrz, wilgotne i słodkie w środku, mniam, mniam! Jedyna uwaga-trzeba je spożyć tuż po przygotowaniu bo potem już nie są tak smaczne ;)


Ależ się rozpisałam...


Kończę dzisiejszy wpis :)  pozdrawiam ciepło i kolorowym akcentem dzisiejszego posta - wszystkich odwiedzających :)

4 komentarze:

  1. kiedyś miałam zamiar zabrać się za koszyczki wyplatane z papieru ale jakoś tak nie było chęci czekam na Twoje wytworki!Dynie też uwielbiam!:)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam i od razu dziękuję za odwiedziny a jeszcze bardziej za miłe słowa! aż się zarumieniłam! Twoje koszyczki są naprawdę bardzo ładne więc nie wiem czemu tak srogo je oceniasz !:) jeżeli mogę dać Ci radę to polecam przy każdorazowym przeplataniu poziomej rurki przez tą pionową - delikatne naciąganie i prostowanie tej pionowej - tak aby ona się nie wyginała zbytnio pod naporem przeplatanej rurki poziomej :)Chodzi o to żeby szkielet koszyka był cały czas prosty i równy. mam nadzieje że to w miarę zrozumiale napisałam ;) aaaa i jeszcze jedno na szkielet koszyka - czyli te rurki pionowe daję troszeczkę grubsze i bardziej sztywne rurki :) pozdrawiam cieplutko i zapraszam ponownie

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie odkrycia kulinarne są niezwykle ekscytujące :) Uwielbiam wynajdywać różne "nowości", a jeśli pochodzą jeszcze z dzikiej kuchni, to już jestem w siódmym niebie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Za dyniowe dania podziękuje ☺

    OdpowiedzUsuń