Przez krótką chwilę...

sobota, 3 grudnia 2011

Papierowo, prawie wiklinowo :)

W tym przypadku "PRAWIE" nie robi aż tak wielkiej różnicy :) zobaczcie sami: koszyczki z papieru imitujące wiklinę, już niejedna osoba sądziła, że to niemożliwe, żeby koszyczki były z papieru...a jednak są. Technika wyplatania nie taka straszna jak się wydaje, a na długie jesienne, ponure wieczory to naprawdę dobry pomysł na spożytkowanie czasu :)



A poniżej koszyczek w stanie naturalnym: papierowo-gazetowym :)


Koszyczki przydają się do gromadzenia różnych rzeczy: orzechów, świeczek, owoców, większe a bardziej płaskie służą mi jako chlebaczki na pieczywo :)


Niedawno świętowaliśmy "Katarzynki"...dla znajomej powstał taki oto upominek: kolczyki, podkładki pod filiżanki oraz konik na biegunach, wszystko w kolorze zieleni, której już teraz prawie nie widać wokół nas.



Jest sobota, więc razem z Mężusiem robimy chleb, taka nasza nowa "tradycja", żeby chociaż na weekend mieć SWÓJ chlebek, na razie posiłkujemy się gotowymi mieszankami chlebowymi, są smaczne, chleb długo pozostaje świeży, a chrupiąca skórka i mokry środek-mniam mniam :) na razie fotka półproduktu, bo dopiero rośnie :)


Spokojnie spędzonego weekendu życzę...

7 komentarzy:

  1. świetne są te koszyczki...podziwiam!I dziękuje za gratulacje i ciepłe słowa:)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Na drożdżach pieczesz ten chlebek??

    OdpowiedzUsuń
  3. gotowa mieszanka ma już w sobie drożdże albo inne spulchniacze, dodaję tylko wodę :) i czekam czekam czekam najpierw aż wyrośnie, później aż się upiecze...ale warto :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim razie zakupię i spróbuje w weekend. Mężaty ostatnio mnie męczy, żebyśmy piekli własny chleb w weekend :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tynko świetne masz te koszyczki :)muszę sama spróbować taki zrobić.
    A przepisem na zakwas i moim ukochanym na chleb jeśli będziesz chciała chętnie się podzielę tylko podaj mi maila do siebie bo pisania jest troszkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio jakoś tak zatęskniło mi się za papierową wikliną i chyba jeszcze do nie kiedyś wrócę. Żal mi strasznie podkładek, które kiedyś zrobiłam, kosztowały mnie wiele pracy, ale niestety zostały skutecznie pogryzione prze Miriam w wieku lat trzech :D A podkładki piękne!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mialam zielonego pojęcia, ze dzialalas w papierowej wiklinie

    OdpowiedzUsuń