Przez krótką chwilę...

środa, 30 listopada 2011

Adwentowy czas

Nie pamiętam, żeby u mnie w domu był wykonywany wieniec adwentowy.
W tym roku postanowiłam po raz pierwszy go zrobić, ale zastanawiało mnie skąd w ogóle taki zwyczaj? Poczytałam, poszperałam i już wiem :) Interesowała mnie głównie symbolika.
Wieniec adwentowy to symbol zwycięstwa i godności królewskiej Chrystusa, oczywiście cztery świece symbolizują cztery kolejne niedziele adwentu, natomiast każda ze świec ma swoją odrębną symbolikę, są to świece pokoju, wiary, miłości i nadziei. 

 

Powstał mój pierwszy wieniec adwentowy... 

Mężusiowi się nawet spodobał :)
I tak oto weszliśmy w okres adwentu - w radosny czas oczekiwania :)


Teraz już czas na przygotowania, podobnie jak wiele z Was mam obawy czy ze wszystkim zdążę i czy wszystko będzie takie jakbym sobie wymarzyła :)
Pozdrawiam ciepło...

czwartek, 17 listopada 2011

Brakuje mi koloru!

Dokładnie tak jak w tytule posta: zaczęłam odczuwać brak koloru - listopad w pełnej krasie! 
Już coraz mniej liści na drzewach, już się nie mienią w jesiennym słońcu.
Wszystko się zmienia, więc zmieniam się i ja ;) nigdy bym nie przypuszczała, że zacznie mi doskwierać brak koloru! Zawsze otaczałam się bezpiecznymi barwami, a teraz? Sama siebie nie poznaję ;)


Jarzębina w koszu już nie wygląda tak "soczyście", bo zdjęcie zrobione jeszcze końcem października, ale  jej czerwień wciąż jest intensywna. Ten koszyk z papierowej wikliny dostałam od przyjaciółki na urodziny już chyba z 2 lata temu. Technika wyplatania koszyków z papierowej wikliny strasznie mi się spodobała, poprosiłam więc przyjaciółkę żeby mnie nauczyła. Początkowo wydawało mi się to trudne, ale zaczęłam...potem odłożyłam wyplatanie na bok na prawie rok i zapomniałam jak się to robi ;) tak to już jest, że tylko "trening czyni mistrza"...Wróciłam do wyplatania w tym roku i z efektów jestem bardzo zadowolona, przy następnej okazji zrobię parę fotek moim koszyczkom :)


A ten wrzosowy komplecik powstał na życzenie znajomej :)



Natomiast dynia to już zeszłoroczne odkrycie mojego Mężusia... w zeszłym roku wracając z pracy zatrzymał się przy drodze i zakupił MEGA DYNIĘ, ważyła chyba z 18kg!!! Pojęcia nie miałam: co z nią zrobię?! Od siebie z domu jedyną dyniową rzecz jaką pamiętam to dynia w occie w słoiku, taką robiła moja Babcia :) wyszperałam przepis z neta i zrobiłam, ale ani ja ani mój Mężuś nie jesteśmy zwolennikami i smakoszami octowych zalew...to jednak w niewielkich ilościach jako dodatek np.do drobiowego mięsa pasuje i smakuje super!


Oboje lubimy eksperymenty, więc szukałam i szukałam, co z dyni zrobić mogę ;) najbardziej do gustu przypadła nam ostra zupka dyniowa, zupełna improwizacja nasza ze składników, które mieliśmy pod ręką...pycha! Nigdy nie udało mi się jej sfotografować, bo znikała w takim tempie, że zanim sobie przypomniałam, że mogłabym zrobić zdjęcie - zupki już nie było :) 
Tak rozpoczęła się nasz przygoda z dynią...resztę dyni w zeszłym roku pokroiłam w kostkę i zamroziłam, w zimowe, mroźne wieczory kiedy trzeba było się rozgrzać, porcja mrożonej dyni była w sam raz na przygotowanie szybkiej zupki!
Oczywiście w tym roku DYNIA zalega już w zamrażalniku, jesteśmy przygotowani na mroźne wieczory ;) poza tym wypróbowaliśmy też frytki z dyni - również pycha! I robi się je znacznie szybciej niż tradycyjne, bo czas smażenia znacznie krótszy :)
...chrupiące z zewnątrz, wilgotne i słodkie w środku, mniam, mniam! Jedyna uwaga-trzeba je spożyć tuż po przygotowaniu bo potem już nie są tak smaczne ;)


Ależ się rozpisałam...


Kończę dzisiejszy wpis :)  pozdrawiam ciepło i kolorowym akcentem dzisiejszego posta - wszystkich odwiedzających :)

wtorek, 15 listopada 2011

Nowy - stary mebel...

"To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące" Paulo Coelho

    Nie tak dawno pisałam, że od zawsze marzył mi się kredens taki jak miała moja Prababcia...i....MAM! Nie jest co prawda taki sam, ale to już prawie to...zresztą nieważne!! 
   To jeden z pierwszych PRAWDZIWIE NASZYCH, tzn. mój i mojego Mężusia mebel...dostaliśmy go  od kogoś,  kto wie, że lubimy rzeczy "z duszą", że mają one dla nas wartość...
    Dzięki temu mebelkowi  pomału zaczynamy wić gniazdko, taki kącik wypoczynkowy...
    Na razie pokazuję tylko część kącika - NASZ kredens :)






 Pozdrawiam ciepło w te pierwsze mroźne wieczory...