Przez krótką chwilę...

piątek, 28 lutego 2014

bielą otulona...czerwienią zmieniona

...bynajmniej nie ja ;) Ci co mnie znają wiedzą jaki mam stosunek do kolorów...owszem kolory w otoczeniu jak najbardziej na tak (oj zmieniłam się!)...ale bliżej mi i tak do kolorów natury...na siebie najchętniej zaś przyodziewam czerń i bynajmniej nie jestem przez to pesymistką ;) ot, próba zatuszowania tego i owego...co i tak efektów żadnych nie daje...no ale jak ma dać jakieś efekty gdy "silna" wola nie jest taka silna ;)??
Pączków nie było wczoraj...były natomiast:

 


Od jednej z Was przeczytałam, że karpatka się nie znudzi...owszem, podobnie uważam...ale ja lubię zmiany i z tradycyjnego przepisu na ciasto parzone zrobiłam z połowy porcji "gniazdka" polane lukrem i coś jeszcze  (ale o tym jutro może) był też mega prosty do zrobienia i jakże smaczny chrust z przepisu, który znalazłam u Ewuni :)
Natomiast IMBRYK...był na mojej liście "zagubiony/zapomniany"...to mój jeden z pierwszych zakupów z czasów studenckich z myślą o wspólnej przyszłości z moim obecnym (a wtedy jeszcze "przyszłym") mężem...po ukończeniu studiów się gdzieś zawieruszył...i przypomniałam sobie o nim dzięki Eli i jej zabawie "Cztery pory imbryka"



Kupiłam go za...uwaga...1 zł! bez przykrywki (tą dosztukowała moja druga mama)...

Zabawę Eli "ugryzłam" z innej strony i postanowiłam, że kolejne pory roku imbryka będę pokazywała za pomocą kolorów ;)  Nasza zima BYŁA biała...stąd też imbryk w towarzystwie biało-kremowych dodatków...lukier na gniazdkach, śnieżnobiały cukier puder na chruście, biała filiżanka, kremowe serwetki od Ilonki...moja zima była śnieżną bielą otulona...
Może naciągnięta interpretacja "ubranka" imbryka zostanie zaakceptowana przez pomysłodawczynię?
Dla przełamania bieli kilka czerwonych biżutków, które powstały na zamówienie dla znajomej...





 POZDRAWIAM Was ciepło :)

17 komentarzy:

  1. o rety, ależ bym wpadła do Ciebie na taką kawkę i słodkości :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że i Ty oponki parzone robiłaś, cudnie je pokazałaś:) Ja szalałam z pączkami, może nawet dziś pojawi się pościk, bo rekord pobiłam:) Biżutki robisz kolorowe, może kiedyś nadejdzie dzień, że Ty poczujesz, że koloru Ci brak i zapragniesz czegoś szałowego:)

    OdpowiedzUsuń
  3. podzieliłabyś się :) smakowicie wyglądają :) a biżutki bardzo czerwone. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znałam takich oponek! Ale wygladaja na smaczne...narobiłaś smaka Justynko:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pyszności dziś u Ciebie:) a biżuteria piękna:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Pycha! U nas były eklerki, pełne wielkich, obrzydliwych kalorii:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Mniam mniam, u mnie były tylko pączki i to sklepowe, ale niestety w tym roku nie miałam możliwości robienia faworków z moim małym skarbem.
    P.s. Herbatkę wysłałam Ci właśnie z myślą o parzeniu jej w imbryku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. dlaczego nie mieszkasz bliżej? na pewno zmawiałabym u Ciebie te smakołyki i nie tylko na tłusty czwartek :)
    mistrzyni moja!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też piekłam pączusie:) Ale te z ciasta karpatkowego są pyyyyszne!!!
    Bardzo ładne kolczyki, a Ty jeszcze się nie przekonałaś do czerwieni?:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czerwoności piękne! :) Fajna imbrykowa historia, nostalgiczna jakby nie było... :) Ech, no i te kalorie do kawki.. ;) Pozdrawiam!! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. uwielbiam Twoje posty...zawsze jest tak domowo...i smacznie:)buziale na ten tydzień ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana piękne kolczyki:)I jak smakowicie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakie pyszności, kocham faworki ! Biżutki super :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O jjejku, ale sie glodna zrobilam! Dziekuje za udzial w zabawie. Swietny pomysl z tym bailym kolorem. Serwetke z pierwszego zdjecia widzialam w jednej z gazetek tj. wzor i chyba sobie taka zrobie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. właśnie dostałam gigantycznego ślinotoku, a czerwienie śliczne

    OdpowiedzUsuń