Przez krótką chwilę...

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

ale lipa

Lipa...dostojna i piękna, delikatna zarazem.
Teraz czas końca kwietnia przypomina mi też o innych lipach :)...Parę naprawdę DOBRYCH lat temu mniej więcej w tym samym czasie zamiast przygotowywać się do matury ja totalnie odpływałam przy "Sadze o Ludziach Lodu"...czasami jedna książka dziennie, czasami dwie...czasami wiedziałam, że muszę coś do matury poczytać, ale uczyłam się tak szybko, żebym tylko mogła wrócić do sagi...Kto czytał, wie o co "kaman" z lipami, marzę więc o własnej alei lipowej (a póki co zadowala mnie ta jedna)...


Ale, że lipa zjadliwa? Ok, wiedziałam, że herbatki z lipy dobre i w ogóle, ale nie przyszło by mi do głowy liście jeść jak sałatę, ostatnio totalnie eksperymentuję, wiosennie się zrobiło, lipa puściła młode, delikatne listki...SMACZNE na dodatek...Kilka dni temu były jaja na sałacie i liściach lipy, posypane szczypiorkiem dziś sałata z liśćmi lipy i mleczyka (sos: jogurt, troszkę majonezu, sól, cytryna, cukier i koperek)...
Jeśli macie w pobliżu lipę to zachęcam Was do wypróbowania jej w nowej wersji:




Oczywiście swoją intuicję popieram wiedzą książkową pewnego mądrego pana, który jest moim guru jeśli chodzi o takie "dzikie" smaki...
Tą fantastyczną książkę dostałam kiedyś od przyjaciółki...kilka przepisów z serii "na dziko"  już mamy za sobą...a wiosna dopiero się zaczęła, przynajmniej tu u nas (w Wielkanocną Niedzielę w Krakowie widziałam już pięknie kwitnący bez na Plantach, tymczasem u nas jeszcze z tydzień minie zanim pączki przemienią się w kwiaty) zatem wiele mnie jeszcze czeka do wypróbowania!
Zachęcam Was do zapoznania się z "Dziką kuchnią" Łukasza Łuczaja, piękne, bardzo klimatyczne fotografie, świetne przepisy i felietony ŁŁ w całości tworzą niesamowitą kombinację:




To nie jest jedyna książka o tematyce, która potrafi tak wciągnąć...szukając korzeni kulinarnych natrafiłam jeszcze na taką pozycję, autorka Teresa Lewkowicz-Mosiej opisuje sposoby użycia niektórych faktycznie zapomnianych przez nas warzyw, kwiatów, owoców i ziół...każda roślina została zilustrowana (dla mnie laika-zielarkskiego fotografie we wcześniejszej pozycji bardziej czytelne :) ) oczywiście nie brakuje przepisów i pomysłów na wykorzystanie tych roślin w kuchni:




Znacie jeszcze jakieś pozycje o podobnej tematyce?
Pozdrawiam Was :)



17 komentarzy:

  1. Znam jeszcze "Jadalne kwiaty" kulinarnej blogerki. Tutaj adres jej bloga: http://pinkcake.blox.pl/html

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, ksiazka nazywa sie "Kwiatowa uczta"

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj ja tez miałam taki czas, że zaczytywałam się w tej sadze. Mam zresztą ją w domu :) Kto wie, może kiedyś i Ty będziesz mieć taką alejkę lipową, tylko Twoje drzewka raczej nie będą miały takich właściwości jak w sadze, ale to chyba i lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale blog się pięknie zmienił :)))

    Pozdrawiam!
    Viola

    P.S. Fajne ujęcie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie, że eksperymentujesz. Wiem tylko, że nasturcje można w całości wykorzystać w kuchni.Płatki, liście, a nawet nasiona z których robi się tzw.polskie kapary. Niestety nasturcje bardzo lubią mszyce. Zawsze jak je sadziłam to miałam z tym problem. Ze zwykłej pokrzywy można zrobić coś na wzór szpinaku. Nagietka też można dodawać do sałatek. A widzisz liści lipy nie próbowałam jeść.Muszę spróbować. Dowiedziałam się czegoś ciekawego. Jeszcze mi się przypomniało z akacji co roku piekę packi, są pyszne. Szkoda, że tak krótko kwitnie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem, że te niektóre rośliny można jeść, ale sama nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja mam podobne odczucia. już kiedyś pisałam to w jakimś komentarzu u Justyny.

      Usuń
  8. Justynko, pierwsza moja myśl była taka, że trzeba chować przed Tobą wszystko, co zielone, bo zjesz:) Ale to myśl bardzo pozytywna, ja też lubię takie eksperymenty, choć lipy jeszcze nie próbowałam:)
    Dla mnie wspaniałym źródłem wiedzy, choć głównie o ziołach, jest książka "czy wiesz, co jesz":)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję odwagi, ja bym nie zjadła chyba liści mlecza czy lipy, syrop z mleczyka wyszedł trochę rzadki, ale w smaku ok, już jeden słoik pijemy z herbatką, p.s. w którym roku zdawałaś maturę?

    OdpowiedzUsuń
  10. O, proszę...takiego zastosowania lipy nie znałam. Mi lipa póki co najbardziej kojarzy się z lepkim brudem na aucie jak zdarzy nam się zaparkować pod tym drzewkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. No nieźle. Też nie wiedziałam o tej lipie, że jadalna, i że zamiast szczypiorku się nadaje. U Ciebie zawsze znajdę jakieś ciekawe informacje. Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Saga o Ludach Lodu to jedna z moich ulubionych lektur, chyba z 15 razy już ją czytałam... i ciągle wracam ;) A lipa kojarzy mi się z dzieciństwem ; )
    pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Chętnie kupię obie książki bo bardzo mnie zainteresowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak lipowe listki też pychota. Mam jedną wiekową lipę i kilka młodych siewek, których pilnie strzegę :) Serdeczności posyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja znam bloga z przepisami z jadalnymi kwiatami http://pinkcake.blox.pl/tagi_b/465510/jadalne-kwiaty-przepisy.html
    i chwastami http://pinkcake.blox.pl/tagi_b/489468/chwasty-jadalne.html
    :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak tak czytałam na wspomnienia mnie wzięło...u mnie z maturą było tak, że (jak to siostra przypomina mi przy każdej okazji!) do ostatniego dnia "przed" powtarzałam, że muszę wreszcie się zacząć uczyć:) Ale podobno zdałam, więc nie było źle;P Kochana, nigdy bym nie wpadła na to, żeby jeść liście lipy:) Herbatka z lipy uspokaja, a liście też?????;)

    OdpowiedzUsuń