Przez krótką chwilę...

niedziela, 22 czerwca 2014

z poślizgiem...chwytam chwile...

Wiecie, że nie lubię planować? Terminy są dla mnie wyznacznikiem, że do tego czasu muszę się z czymś zmieścić, zorganizować...ale rozplanowywanie co wtedy a wtedy u mnie nie wypala ZUPEŁNIE! Sprawdzałam, nie raz już próbowałam się bardziej zorganizować, zapisywałam rzeczy do zrobienia na dany dzień w terminarzu, wieczorem odznaczałam, co zrobiłam zadowolona, ze zwykle wszystkie rzeczy udało się wykonać...ale to nie dla mnie ;)
Lubię robić dużo i na raz ;) logistycznie nawet się w tym nie gubię i nie mam na swoje działanie planu w tabelce spisanego...dzięki temu nie irytuję się też, kiedy czegoś nie zrobię (bo zaplanuję sobie mycie okien a tu pada deszcz ;) )...bo CO mam do zrobienia z dnia na dzień się okazuje. Chwilowy "nieład artystyczny" nawet jakoś udaje mi się przeżyć...bo jest chwilowy.
Nie jestem w stanie przewidzieć tygodniowej choroby dziecka (łącznie ze skierowaniem do szpitala, gdyby się pogorszyło), nie jestem w stanie przewidzieć pogody, albo przywiezionych przez męża kilku koszyczków truskawek do przerobienia, albo tego, że dzieciaki w ciągu dnia mi nie zasną, czy niespodziewanych gości. 
Chwytam chwile, momenty, urywki czasu...o tak:
Na Dzień Dziecka zrobiliśmy z mężem i oczywiście z "największymi" pomocnikami piaskownicę dla nich, z dwóch stron mąż zrobił stelaż a'la indiański wigwam i osłoniliśmy nieco miejsce zabaw od słońca (w tym celu użyłam poszwy, którą pocięłam a potem razem z dzieciakami pomalowaliśmy ją)






Tydzień temu byliśmy na ślubie i weselu mojego przyjaciela, do prezentu zrobiłam tacę i herbaciarkę z motywem tulipanów i w kolorze fioletu (ulubione kwiaty i kolor Młodej :) ) a od Diany zamówiłam cudownej urody poszewki na jaśki i szyte materiałowe tulipanki:




Zrobiłam też bukiet z polnych i ogrodowych kwiatów:


A w piątek 13tego??
Przy okazji bycia w rodzinnych stronach udało mi się spotkać z sympatyczną Izabelą, którą zapewne znacie z jej szyciowych słodkich króliczków i aniołów...Dziewczyna obdarowała nas, że hoho...





Był jeszcze misiu i ślimaczek, ale one ciągle w łapkach maluchów ;) natomiast zdjęcie wiklinowego serduszka zapożyczone z bloga Izy, ponieważ zostało w kuchni mojej Mamy, gdzie idealnie się wpasowało :)
Iza...bardzo dziękuję za spotkanie, miło było Cię poznać :)
Rewanż za tą niespodziankę się już szykuje, bo ja dla Izy miałam jedynie "coś" w ramach zabawy "Podaj dalej" na którą Iza u mnie się zapisała...

Pozdrawiam ciepło i słonecznie...



sobota, 7 czerwca 2014

wkoło maki

Wyszło słońce, maki zaczerwieniły się na polach i łąkach...
Dziecię me zdecydowanie bardziej woli odkrywać ;) zatem ona zbiera "pączki maków" a matka już te otwarte maki ;) w domu nawet tydzień stoją! :) a wydaje się, że są takie wątłe...






Do maczkowej kolekcji dołączyła poduszka, którą druga Mama wyszperała w SH...a ja ją zgarnęłam dla siebie :) nie mogło być inaczej, pozostałe synowe bardziej "różane" są...tylko ja taki dziwak haha datego też trafiło mi się to cudo:



A ponieważ się tak kolorowo zrobiło pokażę szkatułkę w ludowym stylu, którą zrobiłam dla znajomej:



Na zakończenie jedne z pierwszych w tym roku...soczyste i słodkie...ale nie tak jak pamiętam z czasów dzieciństwa...truskawki:


Pozdrawiam i pięknych, słonecznych dni Wam życzę :)

wtorek, 3 czerwca 2014

ciągle pada...

U Was też?  Jest zimno, nieprzyjemnie, szaro...
Dlatego na poprawę nastroju może jakieś kolorki? 
Dla Przyjaciółki powstała taka szkatułka (jeśli się zorientujesz, że to dla Ciebie to przymknij oko i jak ją dostaniesz udaj, że nie widziałaś wcześniej ;p)


Oczywiście rączka małego eksperta wyciągnęła filc, którym było wyścielone dno ;) i widać moją drżącą rękę przy malowaniu ;) i pomyśleć, że kiedyś marzyło mi się zostać chirurgiem...


Szkatułka to inspiracja stworzona w ramach zabawy WYZWANIE KOLORYSTYCZNE w Klubie Twórczych Mam :) Zapraszam Was do udziału!


Minął Dzień Matki, minął Dzień Dziecka...nadrabiam powolutku, porcjami zaległości...

Dobrze jest być MAMĄ, nawet po to by czasami poczuć uczucia takie jak niepokój, lęk ale i radość i dumę :) cały wachlarz doznawanych emocji może nam zaserwować TYLKO dziecko :) 

W zeszłym roku Zosia była zdecydowanie bardziej zainteresowana zbieraniem ze mną kwiatów na łące...w tym roku pałeczkę zbieracza przejął Antoś...Zosia woli zabawy plasteliną, pomaganie w kuchni...
Zatem mój prezent od dzieciaków, poza oczywiście najważniejszym-ich BYCIEM :) był taki...




I powstała karteczka z użyciem wydzieranki z papierów kolorowych, plasteliny, ciastoliny i koralików :)


Ciasto drożdżowe z jabłkami i rabarbarem z cynamonową kruszonką:
Ja wyrobiłam tylko ciasto...nałożyłam ugotowane owoce (był kompot a owoce poszły na ciacho)
Resztą tj. nakłuwaniem, rodzynkami, żurawiną i kruszonką zajęła się Zosia:



Bławatki zrywał Antoś...


Prawda, że dobrze być Mamą? 

Pozdrawiam Was ciepło :)