Przez krótką chwilę...

wtorek, 29 kwietnia 2014

prezentowo i robótkowo

Wciąż u mnie prezentowo :) a to za sprawą pewnych serdecznych duszyczek, które jak dobre wróżki spełniają marzenia...
Bardzo Wam dziękuję za pamięć o tym co lubię, czego mi trzeba :)
Diana poprosiła swojego Wujka o zrobienie dla mnie takiej oto płaskorzeźby...widać fach prawdziwego artysty :)


Moje dzieciaki natomiast zostały przez Dianę obdarowane jej cudnymi szyjątkami, jeśli szukacie jakiejś wyjątkowej i spersonalizowanej zabawki dla malucha to tylko u Niej :)


Było jeszcze mnóstwo innych rzeczy, ale psiak i kotek zamieszkał w łóżeczku córki i nie mam nawet jak im zdjęcia zrobić, ponieważ są "chronione" przez nią :) było też autko, naklejki i zakładka :)...jednym slowem wszyscy uszczęśliwieni :)

Hania natomiast kiedyś zapowiedziała, że uszyje mi fartuszek...co było odpowiedzią na naszą polemikę apropos naszych warsztatów pracy ;) powiedziałam jak to zwykle wygląda u mnie...ano tak, że do farb i lakierów zasiadam w jakiś starych dresach i koszuli i trochę jak pokręcona wyglądam przy tym ;) fartuszek miał mieć przegródki na pędzle i takie tam ;)...i proszę ...WSZYSTKO ma...tylko takiego ładnego fartuszka żal mi po prostu do mojej "pracy" zakładać...no same zobaczcie! Więc póki co wisi sobie w kuchni na półeczce...


Kolejne cudeńko, które skradło moje serce to spersonalizowany przybornik-igielnik...to chyba kolejny znak, że mam znowu próbować z igłą i nitką :) i oczywiście spróbuję :)



Hania pamiętała też o moich dzieciakach, poza lalką dla Zosi i zegarem dla Antosia były zrobione przez nią podusie, które zapewne kiedyś doczekają się, że maluchy sobie je same pokolorują...
Radość dzieciaków bezcenna :)


Jakby tego było mało...wygrałam zabawy blogowe u KasiN i u Aniołowo...oto jaka nagroda na mnie czekała:


 Kasiu wciąż jestem fanką Twojego łączenia technik, broszka-motyl jest cudowna!!

Prawda, że nasze koleżanki zdolne są?

A robótkowo też nie ma martwego okresu, taki komplecik zrobiłam na zamówienie dla mojego brata, razem ze swoją żoną wybrali przedmioty...i podali kryterium jedyne jakie mieli: na fioletowo ;)
Wyszło tak:


Pomęczyłam Was nieco zdjęciami...

Pozdrawiam Was ciepło!

Ps. rozbawiłyście mnie niektórymi komentarzami pod poprzednim postem :)
jeszcze większą motywację mam by poszukiwać dzikich zielsk i nie skończyć jak bohater filmu "Into the wild"...trzymajcie kciuki :)...żartuję...nie chwytam się czegoś czego nie jestm PEWNA :)

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

ale lipa

Lipa...dostojna i piękna, delikatna zarazem.
Teraz czas końca kwietnia przypomina mi też o innych lipach :)...Parę naprawdę DOBRYCH lat temu mniej więcej w tym samym czasie zamiast przygotowywać się do matury ja totalnie odpływałam przy "Sadze o Ludziach Lodu"...czasami jedna książka dziennie, czasami dwie...czasami wiedziałam, że muszę coś do matury poczytać, ale uczyłam się tak szybko, żebym tylko mogła wrócić do sagi...Kto czytał, wie o co "kaman" z lipami, marzę więc o własnej alei lipowej (a póki co zadowala mnie ta jedna)...


Ale, że lipa zjadliwa? Ok, wiedziałam, że herbatki z lipy dobre i w ogóle, ale nie przyszło by mi do głowy liście jeść jak sałatę, ostatnio totalnie eksperymentuję, wiosennie się zrobiło, lipa puściła młode, delikatne listki...SMACZNE na dodatek...Kilka dni temu były jaja na sałacie i liściach lipy, posypane szczypiorkiem dziś sałata z liśćmi lipy i mleczyka (sos: jogurt, troszkę majonezu, sól, cytryna, cukier i koperek)...
Jeśli macie w pobliżu lipę to zachęcam Was do wypróbowania jej w nowej wersji:




Oczywiście swoją intuicję popieram wiedzą książkową pewnego mądrego pana, który jest moim guru jeśli chodzi o takie "dzikie" smaki...
Tą fantastyczną książkę dostałam kiedyś od przyjaciółki...kilka przepisów z serii "na dziko"  już mamy za sobą...a wiosna dopiero się zaczęła, przynajmniej tu u nas (w Wielkanocną Niedzielę w Krakowie widziałam już pięknie kwitnący bez na Plantach, tymczasem u nas jeszcze z tydzień minie zanim pączki przemienią się w kwiaty) zatem wiele mnie jeszcze czeka do wypróbowania!
Zachęcam Was do zapoznania się z "Dziką kuchnią" Łukasza Łuczaja, piękne, bardzo klimatyczne fotografie, świetne przepisy i felietony ŁŁ w całości tworzą niesamowitą kombinację:




To nie jest jedyna książka o tematyce, która potrafi tak wciągnąć...szukając korzeni kulinarnych natrafiłam jeszcze na taką pozycję, autorka Teresa Lewkowicz-Mosiej opisuje sposoby użycia niektórych faktycznie zapomnianych przez nas warzyw, kwiatów, owoców i ziół...każda roślina została zilustrowana (dla mnie laika-zielarkskiego fotografie we wcześniejszej pozycji bardziej czytelne :) ) oczywiście nie brakuje przepisów i pomysłów na wykorzystanie tych roślin w kuchni:




Znacie jeszcze jakieś pozycje o podobnej tematyce?
Pozdrawiam Was :)



środa, 23 kwietnia 2014

żółty

Czyli jeden ze świątecznych kolorów...i nie tylko...


Lubię żółty...jest to kolor napawający optymizmem, kojarzy mi się z ciepłem i jakąś radością...no bo żółte są małe kurczaczki, kaczuszki, słoneczniki, które zawsze się odwracają w stronę słońca :) i forsycje i mleczyk... 
Czasami poszukuję tej barwy bardziej niż zwykle...
czasami potrzeba posiadania jej jak najbliżej jest bardzo mocna...

pomocnik pomaga w zbieraniu kwiatów na syrop



inny pomocnik dba żebym za wiele kofeiny w siebie nie wlała

I słońce...


I jeszcze taka świąteczna migawka:

baba drożdżowa z taką ilością żółtek, że hoho :)
Święta...jak dla mnie najpiękniejsze, bo takie odrealnione...trzeba trochę wysiłku włożyć w to, by się naprawdę cieszyć tym W CO WIERZYMY :)...zanim jednak nadchodzi ta nie do opisania radość jest czas zadumy nad naszym życiem, naszym działaniem, nad naszym "byciem" po prostu...
Odkąd jestem matką przeżywam ten czas jakoś tak inaczej, poza radością nachodzi mnie więcej lęków i obaw...wiadomo, związanych ze zdrowiem maluchów, z ich przyszłością...nawet przy oglądaniu "Pasji' uczucia są zgoła inne niż były kiedyś...jestem w stanie sobie bardziej wyobrazić ból jaki przeżywała Matka Boża towarzysząc Jezusowi w drodze męki...przecież to jest po ludzku straszne! 


Straszne jest też, że wokół nas jest mnóstwo takich matek, które przeżywają co dnia ten sam ból, powiązany z troską, lękiem i obawami o zdrowie i ŻYCIE ich dzieci...
Poza tym, CO straszne jest zawsze NADZIEJA...może ta skrywająca się w żółtych mleczykach...a może w czymś jeszcze innym?
Wiele z Was jest Matkami (drogi czytelniku płci męskiej dziś kobieco...ale myślę, że zrozumiesz)...wiecie czym jest macierzyństwo...jeśli do tego dojdą choroby, trudna sytuacja życiowa...naprawdę nie jest łatwo...
Dziś proszę Was o wsparcie akcji Julci, mnie z kolei poprosiła o umieszczenie tej informacji kobieta jak anioł, która myśli o każdym, kto jest w potrzebie... 

WIĘCEJ INFORMACJI w jaki sposób możecie pomóc TUTAJ i TUTAJ

Już wiele razy dzięki takim akcjom udawało się pomóc innym...Dziś my możemy pomóc innym...

Pozdrawiam Was bardzo ciepło...


poniedziałek, 21 kwietnia 2014

wielkanocnie

Witajcie w tym świątecznym czasie ...
Dziękuję za wszystkie życzenia jakie do nas dotarły :)
Na poniższy wiersz księdza Twardowskiego natrafiłam u Dorotki...jest idealny na ten czas...
A zatem i z Wami chciałabym się nim podzielić:

Wielkanocny pacierz

Nie umiem być srebrnym aniołem -
Ni gorejącym krzakiem -
Tyle Zmartwychwstań już przeszło-
A serce mam byle jakie.



Tyle procesji z dzwonami -
Tyle już alleluja -
A moja świętość dziurawa
Na ćwiartce włoska się buja.



Wiatr gra mi na kościach mych psalmy -
Jak na koślawej fujarce -
Żeby choć papież spojrzał
Na mnie - przez białe swe palce.



Żeby choć Matka Boska
Przez chmur zabite wciąż deski -
Uśmiech mi Swój zesłała
Jak ptaszka we mgle niebieskiej.



I wiem, gdy łzę swoją trzymam
Jak złoty kamyk z procy -
Zrozumie mnie mały Baranek
Z najcichszej Wielkiej Nocy.



Pyszczek położy na ręku -
Sumienia wywróci podszewkę -
Serca mojego ocali 



ks. Jan Twardowski

pozdrawiam Was ciepło
Chrystus ZMARTWYCHWSTAŁ, Alleluja!

czwartek, 17 kwietnia 2014

kolorami się zaczyna

...w naszym przypadku kolorami się zaczyna WIOSNA ...która w ostatnich dniach chyba zapomniała o swojej obecności i zamieniła się rolami z deszczową jesienią...bo nie wiem jak u Was, ale u nas wiatry, zimno i deszcze nieustannie od zeszłej soboty; na chwilę tylko jakieś migawki przebłyskującego słońca się zdarzały...
Jednak kolorowo będzie się działo a to za sprawą kolejnego wyzwania kolorystycznego w Klubie Twórczych Mam...
Przygotowałam dla Was taką inspirację kolorystyczną...to szkatułka-toaletka dla mojej  Bratowej...





Jakie inspiracje przygotowały jeszcze dziewczyny z KTM?... zerknijcie TUTAJ :)
W tej edycji wyzwania kolorystycznego macie do wyboru dwie palety barw :)



Pozdrawiam Was ciepło...mam nadzieję, że takimi kolorami przywołamy Wiosnę na dobre...tym bardziej, że świąteczne dni mogłyby być cieplejsze :)

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

zaległości mam

Zaległości, że aż wstyd...bo sprzed miesiąca nawet ;)
Ale jak się ma takie szczęście jak ja to tak bywa ;) aparat fotograficzny najpierw został "schowany" przez dziecię, następnie odnaleziony po to by po kilku cyknięciach paść całkiem...komputer wysiadł...może to jakiś znak? Nie daję się ;) zdjęcia będą z komórki...jakoś damy radę ;)
Za chwil kilka najpiękniejsze ŚWIĘTA...
Ale o tym za niedługo...
Dziś nadrabiam zaległości...Najpierw urodzinowe jeszcze...cudowną niespodziankę sprawiła mi Asia , nigdy nie przestanie mnie zadziwiać... uroczy hafcik zdobi słodkie pudełko, oczywiście przewiązane brązową wstążeczką w groszki...i całe mnóstwo jakże przydatnych i potrzebnych zawsze przydaśków:




Szczęście uśmiechnęło się także do mnie i wygrałam masę super papierów oraz różnistych scrapków u Uli


Dziękuję :)

Ponadto brałam udział w wymiance wielkanocnej organizowanej przez Dianę...
Moją parą była Anko...podziwiam jej zapał, talent i kreatywność od dawna i tu taka miła niespodzianka, że została moją parą...cudowną paczuszkę od Niej otrzymałam...zdjęcia pożyczone od mojej wymiankowej parki...



A to przedmioty, które ja wykonałam dla Ani:







Dziękuję Dianie za organizację zabawy oraz Anko za wspaniałą wymiankę.

Zaległości się piętrzą...czasu jakby mniej...dzieci absorbujące coraz bardziej, doba nijak się da rozciągnąć, spać też czasami trzeba...ale i pędzlem nieraz zamachać potrzeba, prawda? Czas musi być na wszystko, zarówno obowiązki jak i te drobne przyjemności, na chwilę zadumania też...życzę Wam, by w Wielkim Tygodniu jaki właśnie rozpoczęliśmy czas był na WSZYSTKO co ważne :)
Pozdrawiam!

czwartek, 3 kwietnia 2014

wiosno, wiosno ach to Ty :)

Wiosna wkoło...
Fiołki nadal zbieramy z dzieciakami i przetwarzamy.
Ciasteczka z dodatkiem świeżych fiołków (przepis jak na ciasteczka lawendowe, które robiłam już kilka razy a  TU oryginalny przepis, z lawendą były bardziej wyraziste...z fiołkami no cóż...ale eksperymentuję nadal :) )



A tu cukier-karmel z dodatkiem kilku białych landrynek 



Kolejny pomysł na fiołkowe COŚ to syrop z fiołków, pomysł z TEGO CUDOWNEGO bloga...mój nie wyszedł fioletowy a to za sprawą soku z cytryny...dodatkowo u mnie smak fiołków zabił cukier :( ale nie zniechęcam się, dojdę do "perfekcji" 


Częstujcie się :)


Wiosenne słońce zachęciło do skomponowania takiej oprawy dla imbryczka w ramach zabawy u Eli "CZTERY PORY ROKU IMBRYKA"...zatem oto moja wiosenna propozycja...zapraszam Was do wspólnej zabawy...informacje o TU.



A tu jeszcze bannerek do owej zabawy:


Pozdrawiam ciepło :)