Przez krótką chwilę...

piątek, 30 maja 2014

kolorowo znowu

...kolorowo u mnie a to za sprawą koralików :) bo aura przyznacie, że szaro-bura ;) 
Dzisiaj troszkę zwyklaczków, takich, których nam najczęściej brakuje... troszkę kolczyków, nieco naszyjników i garść bransoletek ...






Niektóre z nich stworzyły komplecik:




Zakwitł już u nas bez czarny...na razie słodki i bardzo aromatyczny zapach kwiatów w słoneczne dni uprzyjemnia spacery...kilka słoików syropu z kwiatów już zrobiłam, ale ponieważ co roku powtarzam ten sam błąd (tzn za MAŁO go robię ;) ) czekam aż deszcze przestaną padać i wybywam na dalsze zbiory :)
Tymczasem po czasie kwitnienia gałęzie krzewów będą się aż uginały od owoców, je także wykorzystuję do przygotowania soku oraz...w zeszłym roku zrobiłam galaretkę z owoców bzu czarnego i malin...pyszna...wyszła bardzo ciemna...wręcz czarna...i ten specyficzny zapach i smak bzu...mmm
Polecam :)
Osobiście najbardziej lubię ją do pieczywa, albo naleśników, ale z powodzeniem można nią np dosładzać herbatę :)



Dziękuję także Anulce, która wyróżniła pracę Zosi (oczywiście robiłyśmy razem ;)) w swojej zabawie "Kolorowa tęcza"...szkoda, że tak mało chętnych do zabawy było.

Pozdrawiam Was bardzo ciepło!


środa, 28 maja 2014

"m" jak...

...w tym odcinku nie miłość ;) chociaż ta przewija się przecież w każdym aspekcie naszego życia, prawda?
Dziś o macierzance będzie...i nie tylko...
Ale od niej zacznę:
Macierzanka była stosowana już w starożytności; stosuje się ją jako środek wykrztuśny, odkażający górne drogi oddechowe, także przy niestrawności, fermentacji w układzie pokarmowym (działa bakterio- i grzybobójczo) oraz w leczeniu chorób reumatycznych. W polskim lecznictwie ludowym uznawano ją jako szczególnie sprzyjającą kobietom i samicom zwierząt domowych, stosowano ją często w tzw. chorobach kobiecych. (fragm. o zastosowaniu macierzanki z "Dzika kuchnia" Łukasz Łuczaj, Wydawnictwo Nasza Księgarnia)
W zeszłym roku macierzankę zbierałam pierwszy raz, w tym roku powtórzyłam zbiór, ponieważ macierzanka jest niesamowita...pięknie pachnie, niby słodko-miodowo a jednak ziołowo...idealnie sprawdza się jako dodatek do herbaty, albo jako herbatka ziołowa sama w sobie...używam jej też świeżej jak zwykle stosuje się oregano: do sałatek, mięsa, czy pizzy...
Oto moja macierzanka...


Dałam swojemu Mężusiowi nie lada zadanie, na łące którą kosił pod siano rośnie sobie kępkami macierzanka, Mężuś dostał przykaz, że macierzanki ma nie kosić...oj biedny...ile się namachał kosą wie on sam ;) ale zachciankę swojej dziwnej żony spełnił..



W zeszłym tygodniu macierzankę wykorzystałam do sałaty z mozarellą i pomidorem:





Potem była serowo-pomidorowa pizza na cieniutkim cieście z macierzanką, którą dodałam zarówno do ciasta jak i posypałam nią upieczoną pizzę :)...i zobaczcie kto pomagał w przygotowaniu kolacji dla rodziców:




A robótkowo? Trudno cokolwiek robić teraz...farby i kleje i lakiery na tym cieple co prawda ekspresowo by schły...ale jakoś ostatnimi czasy nie umiem z siebie wykrzesać więcej niż to konieczne... do dziś ;) przecież nie można tak ;) siedzę w koralikach ( w niedzielę, przy okazji bardzo przyjemnego spotkania z blogową znajomą Olą :) dostałam całe pudełko wypełnione po brzegi koralikami, cieszyłam się jak dziecko!! )...w najbliższym czasie pokażę efekty... 
Ale tacę dla przyjaciela zrobiłam, radosny i uśmiechnięty jak te słoneczniki...osobiście nie do końca jestem zadowolona z efektu...ale jubilat twierdził, że jest ok ;) powiedzmy, że mu wierzę ;) mam nadzieję, że już parę razy zaserwował żonie na tacy śniadanie ;) 


Apropos niedzielnego spotkania, Ola to wirtuoz od wire-wrapping..zobaczcie co dla mnie poskręcała ta utalentowana osóbka! Zdjęcie z Jej bloga...


To chyba kolejny moment na przełamanie się do koloru...kolczyki są cudowne...dziękuję :)
I dziękuję za miło (w końcu to też na "M" :)) spędzony czas...
Pozdrawiam

środa, 21 maja 2014

czasami trzeba popatrzeć inaczej...

...czyli z innej perspektywy ;) przez jakieś inne "szkiełka"...żeby nas codzienność nie znudziła...żeby drobne rzeczy zawsze cieszyły, żeby rutyna nie zabiła kreatywności...

Pierwszy krok...popatrzeć w niebo z pozycji mocno-horyzontalnej...



Krok drugi...pozwolić dzieciom na samodzielność w poznawaniu świata...na zabawę...na szalone pomysły...i brać z nich przykład!


Krok trzeci...uprzyjemniać sobie każdą wolną chwilę w każdy możliwy sposób :) 









:)

Przepis na batoniki u Diany :) pyszne są! (u mnie wersja z orzechami, rodzynkami i morelami)
I jeszcze pytanie do "kwiatowych" dziewczyn...czy możliwe, że te różowe kwiatuszki co na parapecie okiennym postawiłam to są zdziczałe floksy? są drobniutkie ale pachną jak one!!
Pozdrawiam Was ciepło...słonecznie...

wtorek, 20 maja 2014

miejsce na ziemi rajem zwane

Nasz osobisty raj to TU i TERAZ :) z dzieciakami, zwierzakami, łąkami, polami...i nie tylko sielskim życiem, ale i pracą, potem, wysiłkiem, staraniem się o to, żeby było DOBRZE...
I to "DOBRZE" to ten metaforyczny "raj" :)
Nie wpadłabym na to, gdyby nie pewna osoba (Dziękuję Ewuś :))...
Tyle tytułem wstępu, a teraz? Przepraszam za ilość zdjęć...ale pogoda wreszcie taka cudna, że nie mogłam inaczej :)





 
Pastelowy, delikatny jak majowe kwiaty chustecznik powstał z myślą o zainspirowaniu Was i zaproszeniu do wspólnej zabawy w wyzwaniu MAJOWYM w Klubie Twórczych Mam 


Łąki umajone kwieciem wszelakim, a na spacerach wierny towarzysz czyli Kłopotek nie odstępuje na krok (kotek został tak nazwany przez Zosię) 





I lipa... 


I jeszcze na koniec, zachęcam Was do eksperymentowania z kaszą jaglaną...do tej pory robiłam ją i jadłam jako dodatek do drugiego dania...tymczasem ostatnio znalazłam całe mnóstwo przepisów na słodko. Długo nie mogłam się przekonać, ale skoro odważyłam się na ciasto z kaszy gryczanej i mięty to czemu nie na ciacho z kaszy jaglanej która ma zdecydowanie łagodniejszy smak? Dla chętnych i zainteresowanych garść informacji o kaszy jaglanej TU, a moje ciacho inspirowane między innymi tymi wpisami:
-http://pinkcake.blox.pl/2014/05/Serniko-brownie-z-malinami-bezglutenowe-weganskie.html
-http://smacznapyza.blogspot.com/2014/05/kasza-pomarancze-galaretka-sernik-z.html
-http://margarytka.blogspot.com/2014/05/jagielnik-ciasto-jaglane-z-truskawkami.html

A oto już moja wariacja na temat kaszy jaglanej...dodam tylko, że i Zosia i Antek po śniadaniu zjedli z apetytem po kawałku! Nie jest za słodkie, za to ciężkie i wilgotne i delikatne w smaku...





Oczywiście robiłam "na oko"...i wykorzystywałam produkty, jakie miałam ( a na które jakiegoś pomysłu nie miałam...np kokosowe mleko w proszku ;) )
Ciasto:
-opakowanie kaszy jaglanej (350g) przepłukałam, wrzuciłam na 1,5 szklanki wrzątku z odrobiną soli, kiedy woda pomału odparowała, dolałam pół szklanki mleka, wlałam też puszkę mleczka kokosowego, mieszałam, gotowałam do miękkości, kiedy masa była gęsta dodałam:
-2 łyżki brązowego cukru trzcinowego
-tabliczkę białej czekolady
-mleko kokosowe w proszku (jakieś 2 łyżki w opakowaniu mi zostało ;))

Zostawiłam do przestudzenia. Zblendowałam. Niestety mój blender już sobie nie radzi z takimi gęstymi masami więc moja masa jest grudkowata. Wylałam na dużą tortownicę. Piekłam około 30-40 minut w 170 st.C.

Polewa:
-3 łyżki mleka
-3 łyżki mleka w proszku
-3/4 tabliczki białej czekolady
Rozpuścić czekoladę w mleku, dodać mleko w proszku, doprowadzić do powstania jednolitej masy.
(nie miałam czasu na rozpuszczanie czekolady w kąpieli wodnej...) Wylać na ciasto, oprószyć wiórkami kokosowymi (5 łyżek wiórków kokosowych zrumieniłam na łyżeczce masła)

Jeśli ktoś lubi delikatne kokosowe smaki to pędem po kaszę jaglaną, wiórki i mleczko kokosowe do sklepu.
Osobiście zabrakło mi w tym cieście dobrych migdałów. 
W smaku też wtedy poczułabym raj.

POZDRAWIAM







sobota, 17 maja 2014

u-hu u-hu

...czyli dziś o sowie będzie :)
Sowa to ostatnio popularny motyw...jakoś szczególnie nie uległam temu sowiemu trendowi jak dotąd, ale to dzieci zwykle są u mnie wyznacznikiem "co teraz". Zosia wyciągnęła pacynkę sowę...a Antoś odszukując w książeczkach sowy radośnie sobie "u-ha" ;)
Ponadto na prośbę Darii (która koordynuje aukcję dla Julki Piskorskiej) spróbowałam coś sowiego zrobić...po "uszyciu" sówki stwierdziłam, że na pewno nie nadaje się na aukcję, więc obiecuję, że coś sowiego jeszcze powstanie, w technice, w której czuję się lepiej aniżeli w szyciu. 
Jednak sowa stała się kolejną ukochaną przytulanką...muszę więc kolejną zrobić dla drugiego malucha...



Za inspirację posłużył niezastąpiony i niezawodny jak zawsze Pinterest :)
Zrobiłam szablon, wycięłam, ponaszywałam oczy, dziób, pozszywałam a na końcu zrezygnowałam z doczepienia skrzydełek ;)

sowa w czasie przygotowań

Zosia zapałała sympatią do niedoskonałego tworu matki ;) 
Jeżeli macie ochotę jakoś wspomóc akcję dla Julki możecie między innymi licytować przedmioty, np. moją herbaciarkę, link do aukcji z herbaciarką o TU...
możecie także przekazać różne przedmioty na aukcję...informacje TU


Pozdrawiam Was ciepło :)