Przez krótką chwilę...

wtorek, 12 maja 2015

nieubłagalnie...

Najbardziej nieubłagalny jest czas. To on jest naszym władcą. Nawet jeśli daje komuś 87 lat i nagle zwalnia...wciąż jest nieubłagalny. Innym przepływa przez palce, jakby niedowartościowany. Dla innych wręcz przewartościowany. Ale nadal nieubłagalny. I cokolwiek sobie pomyślimy jesteśmy od niego zależni...a on i tak nas nie słucha...Mija wszystko. Czasem wolno, czasem za szybko. A ja od zawsze szukam sposobów na przebłaganie go. Nie wychodzi. Doba nie wydłuża się. Noce stają się krótkie i zarwane, albo nieprzespane. Dni wypełnione działaniem po brzegi. A czas sobie mija...nieubłagalnie.
Czas się ocknąć.Wrócić. Bo choć nieubłagalny ma jeszcze inną cechą. Jako jedyny pozostawiony sam na sam z człowiekiem, bez pośpiechu też "wylizuje" to co nas boli. 
A ja swój czas rozdzielam pomiędzy obowiązki i przyjemności. 
Oczywiście o przyjemnościach będzie. 
Bo jakże by inaczej. 

Spacery...


Ogródek... (po raz kolejny sama nie wierzę w o co piszę ;) ale ja naprawdę polubiłam babranie w ziemi :) )



Czytanie... jest dla mnie wciąż tak samo cudownym zajęciem jak wtedy gdy jako nastolatka np pochłaniałam nocami przykryta po uszy kołdrą i świecąc latarką norweskie sagi. Nic więc dziwnego że porcja świeżych książek jest dla mnie niczym prezent na święta!


Kolejne przeczytane w ramach zabawy "52 książki w 2015 roku"...
8/52 
M. Sandemo "Łzy odchodzącej nocy"
Autorka po raz kolejny zaskakuje mnie tym jak w fantastyczne sposób potrafi stworzyć postać. W jej powieściach ci chorzy, niespełna rozumu, albo pozbawieni urody to zwykle najbarwniejsze postacie, które zwykle darzy się największą sympatią :)
9/52 
J. Smolinsky  "Następna rzecz na liście"
Historia 2 kobiet. Jedną z nich poznajemy jedynie z listy życzeń jaką pozostawia po sobie. Druga to ta, która postanowiła spełnić życzenia zmarłej i nieznanej kobiety...ale uznaje, że "tak trzeba". I ma rację. Dzięki tej liście zmienia się także jej życie.
10/52 
A. Kaluga "zorkownia" 
O odejściu. O uczuciach. O bólu. O lęku. O stracie. O śmierci i życiu równolegle. 
Kto nie zna, czas najwyższy pochwycić książkę w dłoń.

Natomiast z maluchami czytamy sobie tradycyjne baśnie i legendy. Do niedawna na topie była "Złota rybka" i "Czerwony kapturek" oraz reaktywował się na chwilkę także "Boruta"...po czym przyszła pora na Franklina i Kicię Kocię. Obie ostatnie pozycje polecam szczególnie mamom, które szukają fajnych pozycji dla maluchów. To książki, które w prosty, zabawny i mądry sposób przekazują wiedzę o sposobach zachowania się w przeróżnych sytuacjach życiowych. To działa! Minęła chwila nim sama do nich "dojrzałam"...bo wcześniej wydawały mi się zbyt infantylne. Nic bardziej mylnego. A moje dzieciaki (3latka i 2latek) uwielbiają Packa, Kicię Kocię, Franklina, Królika i Bobra...







Zobaczcie co poza czytaniem robimy z dzieciakami. Bo przecież samo czytanie to za mało :) książką trzeba się nauczyć żyć :) Możecie podejrzeć o TU (klik)
Jest to jednocześnie zaproszenie do wspólnej zabawy Waszej i Waszych dzieciaków w Klubie Twórczych Mam 

Kulinarnie też sobie uprzyjemniamy czas...
Pancakes z tego przepisu (klik) do tego sos śmietanowo-karmelowy (do skarmelizowanego cukru wlewamy kwaśną śmietanę 18% i gotujemy mieszając by ścięty karmel się rozpuścił) i oczywiście borówki od Babci :) mniam!


Ciasto jogurtowe z mrożonymi owocami. I  pewna dwójka krasnoludków zawsze chętna by pomóc:




Robótki też należą do przyjemniejszych sposobów spędzania czasu. Taca zawędrowała już do nowej właścicielki.


Nieubłagalnie zaczął się też okres przetwarzania. Zamykania w słoikach i butelkach wiosny...a potem lata i jesieni. Póki co skupiamy się na wiośnie :) standardowo zaczynamy od "majowego miodku" czyli syropku z pospolitych mleczyków :)



Pozdrawiam Was!

12 komentarzy:

  1. Ja już syrop z mleczyku mam w słoiczka, ale jeszcze zrobić jeden rzut, tak by starczyło na cały następny rok, a szczególnie sezon jesienno zimowy, jedyny problem to jest taki, że jak przenoszę mlecz w woreczku to on mi się zwija do środka i nie wiem czy nadal jest tak samo "wartościowy"??. Książki z pierwszego zdjęcia zaklepuję na pożyczkę, oczywiście jak oddam te, które wcześniej mi pożyczyłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. widzę, że lubimy podobne przyjemności, pozdrawiam cieplutko:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Justynko, czas to dziwny twór, czasem wróg, czasem przyjaciel, zawsze obok i nieodmiennie płynący według własnych zasad- nie oszukamy, nie dogonimy, możemy tylko z nim płynąć szukając w tym nurcie jak najwięcej radości.
    Mało mnie ostatnio na blogach, "realny" świat wciąga mnie niczym jakiś wir- Kornelia, perspektywa przedszkola, praca, dom- albo coraz słabiej ogarniam, albo obowiązków coraz więcej i więcej. Nocami czytam po raz kolejny Marqueza, książka po książce, paradoksalnie przywraca równowagę i wiarę w życiową magię.
    Trzymaj się cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miło czytać o Twoich przyjemnościach :) Słodkości jak zawsze apetyczne, a dzieci dzielnie Ci pomagają :) Ja teraz jestem na urlopie to czas wolniej będzie płynął. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę Ci kochana tylu książek, spacerków, czasu z dziećmi... Ja muszę kraść chwile na przecztanie czegokolwiek, czas z dziećmi to właściwie pomoc przy lekcjach... pędzi, pędzi, pędzi ten czas jak szalony. Wspaniale wyglądają te naleśniki! I z karmelem - uwielbiam :) Superaśna taca!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pieknie spedzasz ten czas :) Ja tez bardzo lubie w moim ogrodku grzebac :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubisz czytać tak jak ja. Może podejrzysz co ja polecam? Taca w bardzo oryginalnych kolorach.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeraziłam się jak zaczęłam czytać...a tu o tylu miłych rzeczach:) Jak dla mnie to Ty zaginasz czasoprzestrzeń :) buziale i do zobaczenia - mam nadzieję rychłego :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie się Ciebie czytało, czasem trzeba sobie przypomnieć o czasie..ja go często marnuje i mam wyrzuty sumienia, a książka potrafi leżeć w kącie zamiast w moich rękach. Dziękuję za ten wpis :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Trochę mnie tym pisaniem o czasie przestraszyłaś, myślałam że coś się stało...
    Okazało się, że to cudowny post o czasie... Ja mam czasem wrażenie, że przecieka mi między palcami... No ale co zrobić. Cieszę się, że jesteś tak pozytywna, ja mam ostatnio uczulenie na ludzi, którzy twierdzą, że nie mają czasu na przyjemności... Po prostu im nie wierzę! Jak można nie mieć czasu?
    Cudowny stosik książek... Uwielbiam Margit Sandemo! :)
    Narobiłaś mi smaka na te naleśniczki, mniam, mniam...
    A taca w róże - przepiękna.
    Pozdrawiam serdecznie - Magda

    OdpowiedzUsuń
  11. Normalnie pychota...a co do tego czasu...chętnie dokupiłabym trochę..choć pewnie zawsze byłoby za mało..

    OdpowiedzUsuń