Przez krótką chwilę...

środa, 9 września 2015

zamykam lato...

 

...w słoikach oczywiście....zeszłoroczne i tegoroczne hity to przede wszystkim keczup(klik) i ajvar(klik) i sos słodko-kwaśny (klik)  i keczup z cukinii...Wszystkie te smaczne słoiki już zrobione, grzecznie sobie siedzą już w piwnicy na regałach...ale aktualnych zdjęć brak...bo czytnik kart padł ;) więc posiłkuję się starymi zdjęciami...
 



 
Różowa sałatka na zimę (co prawda przepis na nią, keczup z cukinii i sos słodko-kwaśny podawałam rok temu, pora idealna na przetwory więc powtarzam, a tu link do zeszłorocznych przepisów KLIK)
1kg buraków; 1kg marchwi; 1kg kapusty białej; 1kg cebuli; 1kg papryki
Zalewa: 6 szklanek wody, 1 szklanka octu, 1 szklanka cukru, 2,5 łyżki soli...liście laurowe i ziele angielskie.
Buraki umyć, ugotować, obrać i zetrzeć na grubych oczkach tarki. Marchew także zetrzeć. Resztę warzyw poszatkować. Zagotować zalewę dodając do niej kolejno warzywa i gotując po 10 minut. Czynność powtarzamy ze wszystkimi warzywami w kolejności: buraki, marchew, kapusta, cebula, papryka. Gorącą sałatkę przekładamy do wyparzonych słoików, pasteryzujemy 15 minut.
Przepis mam od cioci. Ja go lekko modyfikuję i o połowę mniej cebuli daję z wamian np dopełniam kapustą ;) Jest to łagodna wersja, nie czuje się strasznie octu :) nawet moje dzieciaki ją lubią!
 
A kiedy lato częściowo zamknięte czas wrócić do papierowych stronnic...
"52 książki w 52 tygodnie"

15/52
Joanna Miszczuk "Matki, żony, czarownice"
Jedna z tych powieści, które spędzają mi sen z powiek...gdy zaczynam czytać wieczorem ;) bo nie mogłam się oderwać...tylko zdrowy rozsądek, że kolejny dzień będzie, że dzieci nie będą "łaskawe" dac mi chocby pospac dłużej ;) doprowadził, że z bólem serca odstawiłam książkę na czas kilkugodzinnej drzemki ;) bo gdy tylko otworzyłam oczy, ogarnęłam dzieci to każdą możliwą chwilę spedziłam przy książce. Czyta się świetnie. I totalnie moje klimaty. Podróże. Zwyczajne życie splata się z niezwyczajną historią rodziny...Nieco te wplecione historie z zamierzchłych czasów o silnych kobietach-prababkach głównych bohaterek przypominały mi najukochańszą "Sagę Ludzi Lodu"...ale cóż poradzić...zdumiewające podobieństwo ;)

16/52
Joanna Miszczuk "Zalotnice i wiedźmy"
Po przeczytaniu "Matek, żon i czarownic" czułam niedosyt. Książkę dostałam od Beatki (klik) jeszcze w zeszłym roku...ale nabywała mocy ;)...a potem gdy ją pochłonęłam...znalazłam informację, ze to była jedna z 3 części...więc domówiłam "brakujące"...kolejne części czyta się dobrze, to dalsza historia głównych bohaterek, które odkrywają swoje niezwykłe korzenie...i miłość!

17/52
Joanna Miszczuk "Córki swoich matek"
To już trzecia część rodzinnej opowieści o silnych kobietach, które odkrywały jak ważna w życiu jest miłość. Jak dla mnie pomysł na wplecienie do teraźniejszej opowieści historii sprzed lat, sprzed wieków niekiedy jest strzałem w dziesiątkę. Jestem zdania, że człowiek, który nie zna swojej historii, historii swojej rodziny może się czuć zagubiony...co dokładnie oddaje ta książka...Dzięki poznaniu losów kolejnych prababek, gówne bohaterki łatwiej tłumaczą sobie wiele z tego co się im przydarza.

18/52
Sarah Blake "Niedoręczony list"
Rzadko czytam książki w ten sposób. Ta leżała w samochodzie męża ;) i tylko jak gdzieś jechałam to wertowałam kolejne stronnice. Taki sposób czytania jest dla mnie męczący...ja lubię książkę przeczytać możliwie najszybciej...bo wtedy wizualizacja wszystkiego w głowie jest znacznie prostsza. "Niedoręczony list" to historia o kobietach...o kobietach, których młodość (nawet ta dojrzalsza;) ) przypadła na okres wojny...W zadziwiający sposób ich los się splata ze sobą. Ostatnie stronnice poruszyły mnie do łez! List jaki pozostawia młody lekarz swojej żonie...ech...przeczytajcie.
Zupełnie inny obraz "przeżyć" wojennych niż dotychczas...

A to jeszcze nie koniec przyjemności...Robótkowanie jest jedną z największych :)
Podobnie jak różane motywy nie są mi szczególnie bliskie to samo ma się do koloru niebieskiego. Jednak czego się nie robi dla tych których się kocha-prawda?
Komplecik niebieskich niezbędników ;) jako dodatek do prezentu ślubnego dla Kuzynki :)






A skoro dobrnęliście do tego miejsca, to jeszcze chciałam Was zaprosić na nowy temat wyzwania cyklicznego w Klubie Twórczych Mam. Zobaczcie (KLIK) co można wyczarować ze słoika, puszki czy butelki..


Ja na przykład będę Was próbowała zachęcić do zrobienia słoikowej wersji owsianki (KLIK)



Smacznego...

POZDRAWIAM
 

7 komentarzy:

  1. Jestes bardzo pilna.Ja tez staram sie jak najwiecej do sloikow przerobic,bo zima to sie czlowiek cieszy jak ma.
    Pozdrawiam goraco ( u nas niestety jesien na calego, mgla i wilgoc...)
    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  2. Pożyczyła bym ta ostatnia:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niebieski komplecik jest zachwycający;)

    OdpowiedzUsuń
  4. śliczny komplet Justyś... też lubię niebieski kolorek;
    i też zamykam w słoiki co się da !!!
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń