Przez krótką chwilę...

piątek, 30 stycznia 2015

sosna

Do domu prowadzi nas nie wymarzona aleja lipowa, ale sosnowa...równie urokliwa...


Wczesną wiosną zbieram młode pędy i robię z nich syrop dla dzieci i dorosłych (dla dorosłych w formie nalewki). Za pierwszym razem mi coś nie wyszło. Nie poddałam się jednak. Ubiegłoroczne soki sosnowe z dodatkiem cytryny moje maluchy (2 i 3 latka) piją z łyżeczki jak DOBRY SYROP. Dodaję je także do herbaty. Na tym kończyła się moja przygoda z sosną. W sumie to laik w roślinach wszelakich jestem, ale laik bardzo ciekawy, próbujący zgłębić, co nam przyroda oferuje...
Akcja "Cała Polska widzi szyszki" (klik) zachęciła mnie do wypróbowania czegoś jeszcze z sosny :)


Kilka dni temu zebrałam więc pączki sosnowe. O pączkach można poczytać TU (klik)
Przygotowałam z ich dodatkiem twarożek z zieleniną. Było pyszne! Pączki sosny dodawały rześkości i takiego delikatnie dzikiego choć znajomego smaku. 


(twarożek kanapkowy: ser biały półtłusty, śmietana, sól do smaku, garść zieleniny, młodej cebulki, pietruszki i kopru a także pączki sosnowe)






Dodatkowo na pozostałe pączki szybko przygotowałam sobie malusią puszkę po landrynkach...zamieszkają w niej sosnowe pączki, które faktycznie fajnie się żuje :)




Natrafiłam także na wersję przepisu z wykorzystaniem pączków sosnowych na słodko TUTAJ (klik)...
Na pewno zdążę jeszcze wypróbować, bo wygląda zachęcająco.
POZDRAWIAM 

wtorek, 27 stycznia 2015

zimowo pourodzinowo

Standardowo, pod koniec stycznia wróciła do nas zima. Trochę te pory roku się gdzieś gubią po drodze...jesień, za nią wiosna na chwilę i potem zima ;) 
Zima u nas ma swój urok. Z dala od zgiełku, z dala od głównej drogi...jest naprawdę BIAŁA :) 
Bałwan już pilnuje podwórka. Dzieciaki dzielnie pomagały przy jego powstawaniu. A gdy tylko spadnie śnieg, sikorki odnajdują sobie nowy domek, pełen ziaren...











W tym zimowym czasie obchodziliśmy 3 urodziny Zosi :) W dniu Jej urodzin, zawsze świętujemy sami...my i dzieci...w tym roku rządził LISEK...
Oto co udało mi się zrobić w tym klimacie:




A w niedzielę świętowaliśmy w nieco większym gronie. Tort już nie był liskowy a taki zwyczajny-dziewczęcy, dość smaczny wyszedł (2 blaty czekoladowe, 1 makowy...masy z kremówki, zmiksowanych brzoskwiń i truskawek, nasączone herbatą, zdecydowanie improwizacja do powtórzenia jeszcze)
Udało mi się namówić Zosi Dziadzia, żeby SAM zrobił dla Niej prezent...Oto on:



Blogowe Ciocie jak zawsze też pamiętały. Dziękujemy Asi (klik)
DziękujeMY bo w paczce znaleźliśmy dla każdego coś miłego, skrzyneczka ręcznie malowana przez Asię, podkładki decou dla Zosi i Antosia...kredki, papiery kolorowe, plastelina i słodkości. Dla mnie uroczy ocieplacz na kubeczek, przydaśki, kawki...(część zdjęć pożyczona od Asi)



A tu tuż po rozpakowaniu przesyłki, kredki, plastelina poszły w ruch natychmiast. Dzieciaki bardzo lubią...dziwi mnie tylko, że wyciągnięte z paczki od pani listonosz kredki są bardziej atrakcyjne niż te, które są w użyciu od jakiegoś czasu. Syndrom nowości?? ;p



Ciocia Gosia (klik) postanowiła zrobić dla Zosi spódniczkę baletnicy.
Dziękujemy. Jest świetna!
Póki co kilka razy ją założyła...ale cudownie sprawdza się także w roli dekoracji :)
Zosia lubi filmik jaki jej puszczam na YT (klik) 


Druga Ciocia Asia (klik) zrobiła dla nas szydełkowe zawieszki lisków, które wraz z karteczką (taką prościutką zrobiłam grafika dziewczynki z lisem i koronka)  były podziękowaniem dla gości od Zosi....




 ...a także niespodziankę i jubilatka dostała osobistego liska :)


Takiego do przytulania :)

Były także karteczki od Pradziadziusia, Cioci Wioli i Cioci Gosi. Te jednak Zosia skonfiskowała...
Jubilatka wzbogaciła się także o nowe książki, kolorowanki, ciuszki :)
Dziękujemy Wszystkim za pamięć.
To nie koniec...my rodzice dawkujemy wrażenia naszym dzieciakom i prezent od nas jeszcze w trakcie tworzenia :)

Zapraszamy jeszcze na ostatnie kęsy tortu, gdyby ktoś reflektował:




POZDRAWIAM!!


czwartek, 22 stycznia 2015

i Babcia i Dziadziuś...i ciastka i książki...

Witajcie...
Nie będę oryginalna ;) moje zdanie takie jak apropos wszystkich okazji do świętowania...
Wczorajszy i dzisiejszy dzień, jaki świętujemy, czyli Dzień Babci i Dziadzia nie jest jedynym dniem kiedy sobie o istnieniu najwspanialszych na świecie ludzi przypominam. ONI są/byli (bo nie wszystkich mam już na TYM świecie) dla mnie WAŻNI...chyba nawet sobie sprawy nie zdają/zdawali jak WIELKI wpływ wywarli na to KIM jestem...byłam tą szczęściarą, która nawet Prababcię pamięta. Drugiej już nie bardzo...miałam 3 latka jak odeszła. Z kolei Rodzice Rodziców...KAŻDO z nich jest/było INNE. I tak wiele z ich postaw życiowych, charakteru, doświadczenia wyciągnęłam i wyciągam i wciąż się uczę...i chyba dopiero gdy jakiś sędziwy wiek osiągnę sprostam swemu wymaganiu ;) by być na tyle dobrą, mądrą, doświadczoną, opanowaną i cierpliwą, ciepłą i szczerą aż do bólu jak moje Babcie i Dziadziusiowie RAZEM WZIĘCI :)
Moje dzieciaki też mają szczęście. Często sobie pewnie nawet nie zdajemy sprawy jaką WARTOŚĆ ma obecność drugiego człowieka w naszym życiu...prawda? Zwłaszcza ICH :)
Tyle tytułem wstępu ;)
A tytuł dzisiejszy...taki właśnie, bo Babcie mi się zawsze z ciasteczkami kojarzyły ;)...a Dziadziusiowie? za tę ich mądrość życiową, oczytanie, dystans do świata z książkami...

Ciastkowe inspiracje od Ilonki (KLIK)...moje to jak zawsze totalna improwizacja...podstawowy przepis-proporcji od Ilonki i potem zatrzymywała mnie tylko wyobraźnia ;) były imbirowe, czekoladowe ze swojską skórką pomarańczową, migdałowe z kawałkami utłuczonych uprażonych migdałów, z kawałkami orzechów włoskich i zwykłe z wanilią :) i jeszcze z żurawiną ;)










Takie pudło kruchych amoniaczków poleciało do Rodzinki VII :) z akcji ROBÓTKA :)
A dzieciaki pomagały robić karteczki dla podopiecznych.






A książki...cóż obiecałam i się sama też zawzięłam, ze podejmę projekt "52 książki w 2015 roku". To zaczynamy:
1/52
"Cukiernia Pod Pierożkiem z Wiśniami" Clare Compton...cudowny klimat niczym "Ani z Zielonego Wzgórza". Pełna dobrych emocji. Opisane zapachy  z tytułowej cukierni przenikały do rzeczywistości. Poczułam się jak dziewczynka. Bo to opowieść o młodszym pokoleniu. Bo i książkę kupiłam z myślą, że dla Zosi za parę lat będzie...a tu takie zaskoczenie, jeden wieczór i przeniosłam się wraz z głównymi bohaterami do ich świata :) Bardzo sympatycznie opisana historia o tęsknocie, przyjaźni i naszych wyobrażeniach o innych. Gorąco polecam :)


Urzekły mnie także ilustracje!






2/52
"Gwiazdy prowadzą do domu" Luanne Rice...niby romans...ale czy tylko? Poznajemy główną bohaterkę gdy ulega poważnemu wypadkowi...reszta opowieści to retrospekcja z różnych momentów jej życia, wplecione w to wszystko losy osób, które z jakiegoś powodu stają się bliskie jej sercu...Nie chciałabym zdradzać całej fabuły, bo po książkę warto sięgnąć! Uświadamia ona, nam-zwykłym matkom, "zwykłych" ZDROWYCH dzieci, jakie mamy szczęście, pomimo naszego zmęczenia, znużenia czy niekiedy znudzenia rutyną...Bowiem główna bohaterka sama opiekuje się ciężko chorą córką, która nie ma szans na wyleczenie...to jej jedyne dziecko! Ona poświęca się mu bezwzględnie, towarzyszy jej brat jej byłego męża, który od początku prawdziwie ją kochał...Czy ktoś z nich odnajdzie szczęście i ukojenie? Czy siedząca na wózku, nie reagująca na bodźce dziewczynka naprawdę nic nie wie, nic nie czuje? Przy ostatnim rozdziale ryczałam jak bóbr! Takiego zakończenia się nie spodziewałam...napawa on nadzieją...może on być otuchą dla matek chorych dzieci...naprawdę tak uważam. Nie przekonuje mnie też zły charakter  w tej powieści, nie do końca wierzę, że można być tak złym...do szpiku kości...nie wierzę...


A na osłodę...ciasto marchewkowe...dla jeszcze większego osłodzenia...polane słodzonym mlekiem ;)

POZDRAWIAM