Przez krótką chwilę...

środa, 29 lipca 2015

i znowu jest kolorowo...

Witajcie. 
Końcówka lipca bardzo zmienna pogodowo...przynajmniej u nas...poranki wietrzne ale w miarę słoneczne, koło południa czarne chmury...a popołudniowe słońce rozpieszcza promieniami po to by chwilę potem mógł spaść bardzo obfity deszcz. Roślinom chyba to odpowiada.









Robótkowo czas nadrobić zaległości...powstało sporo prac, którym nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia ;) a wiele z nich to także "zwyczajne zwyklaki" np.takie:








Zwykłe bransoletki...ale wygodne i takie "letnie"...lekkie, kolorowe...Lubię je.
Osobiście przepadam za bransoletkami...i za kolczykami też :) kiedy w uchu nie mam kolczyka czuję się jakbym nie miała założonych co najmniej butów ;) jednym słowem - kolczyki są nieodzownym elementem mojego ubioru. Tak, tak...nawet jak siedzę w domu z dwójką dzieci, albo idę "w pole" grabić siano, albo plewić...w uszach coś mi zawsze dynda ;)
Nie mogłam więc przejść obojętnie obok zabawy u Majaleny (klik)


...i choć zaczął się już jej 4 tydzień chciałabym nadrobić pierwsze 3 ;)
Oto moje kolczykowe tygodnie:

TYDZIEŃ 1


 1. Te "etniczne" kolczyki wylicytowałam na aukcji charytatywnej. Uwielbiam je. Są takie "moje"!
2. Czerwone...hmm z czerwienią to w ogóle historia. Kiedyś ten kolor mógł dla mnie nie istnieć. Dziś nie wyobrażam sobie bez niego życia (tak Mamo-przyznaję rację ;) do pewnych rzeczy trzeba "dorosnąć") Te czerwoności dostałam od mojej Cioci zza oceanu :) Nosiłam je kilka dni pod rząd.
3. Czerwony koral. Te zrobiłam sobie sama. Z potrzeby chwili :)
4. Filcowe kuleczki. Od Wioli (klik) . Zadziwiające jest to, że są niebieskie (ale ten odcień blue toleruję :) i ciemny granat jeszcze!! :)) i że zakupiłam od Niej cały filcowy komplecik...korale (w nadziei że kiedyś się przekonam do korali i innych naszyjników, bo póki co to bardzo sporadyczne przypadki) i te właśnie kolczyki. 

TYDZIEŃ 2


1. Kolczyki, które przerobiłam ze znalezionej bransoletki. Recykling jak się patrzy :)
2. Moje hand-made. W kółeczkach zatopiony ukochany obrazek z ulotki o naszym wolontariacie (klik)
3. Urocze dzieło Ani (klik) do kompletu jest pierścionek...Zamówiłam u Niej te cudeńka i na wymiankę umówiłyśmy się na osobiste spotkanie. Do dziś miło to wspominam. Mało tego. Ania zrobiła mi tez cudowne sutaszki! Czerwono-czarne. CUDO. Jednego kiedyś zgubiłam. Potem jakimś cudem się odnalazł. A potem komuś pożyczyłam i moje ukochane kolczyki nie wróciły jeszcze...
4. Kolejne kolczyki powstały także z potrzeby chwili...
5. I te następne także. W ogóle to lubię zwyklaki. Miedziane lub z postarzanego, antycznego złota :)
6. Te szydełkowe cuda dostałam od Ani (klik) w ramach wymianki kolczykowej. Urocze są. Była do nich również bransoletka...
7. A te czarne...prezent urodzinowy od znajomych...dawne czasy akademickie jeszcze pamiętają :)

TYDZIEŃ 3


1, 4 i 5 (ponownie) filcowe kuleczki od Wioli. Zrobiło się chłodniej, więc filc bardzo mi spasował na te dni...jakoś tak przytulniej się w nich czułam.
2. Kuleczki z takiego jakby przydymionego szkła na miedzianych biglach...zakup własny :)
3. Kwiatuszki frywolitkowe...dostałam od Darii (klik) w naszej nieustannie trwającej wymiance :)
6. Kuleczki na złotych szpilkach...hmmm 3,5letnia córeczka mi zrobiła...ja tylko drut zagięłam i bigla zamocowałam :) włożyła mi je tuż po zmontowaniu. Często tak robi, kiedy razem siedzimy przy koralikach...kolczyki zawsze albo dla mnie albo dla swojej Chrzestnej robi :)
7. Znowu koral :) polubiłam je...co poradzę :)

Dzięki za ostatnie Wasze opinie :) Chciałam zaznaczyć, że i ja kompletny laik jeśli o "chwastożerczość" chodzi i wyszukiwanie, poznawanie i nazywanie a potem ewentualne "użycie" dzikich czy mniej uprawnych roślin jestem. Laik...ale pasjonata...więc wiecie...to niebezpieczna mieszanka...jednak od zawsze improwizacja bliższa mi niż planowanie ;) więc tym bardziej eksperymentuję ;)
Postanowiłam, jeśli chcecie (???)  wrzucać też częściej pomysły na takie "niecodzienne" przepisy. Może komuś coś się spodoba i spróbuje? Tym bardziej, że ja po tych eksperymentach żyję ;)
I odżyłam jeszcze bardziej i dlatego głównie "kolorowo" radośniej się wreszcie zrobiło, bo rysuje się przede mną wizja spotkania z bratnią duszą :)

POZDRAWIAM



poniedziałek, 27 lipca 2015

zielnik

Rośliny od zawsze mnie fascynowały. Nie zawsze z takim samym natężeniem ciekawości ;) jednak zawsze. Potrzebowałam chyba miejsca, które zachwyciłoby mnie i oczarowało do tego stopnia, żeby zgłębiać roślinne tajniki. Jak to zwykle w życiu bywa...znalazłam takie miejsce. Moją łąkę, która jest dla mnie "encyklopedią" do poznania. Długa droga przede mną...ale dzikie rośliny, te uważane za chwasty a także popularne zioła czy ogrodowe kwiatki są mi bliskie. Z dozą odpowiedzialnej ostrożności ale eksperymentuję! Zwykle inspiruję się wpisami z tych miejsc: KLIK i KLIK po "lekturze" (także ulubionych książek-"Dzika kuchnia" "Ziołowy duet dla zdrowia""Zapomniane warzywa""Atlas roślin"etc.) wybywam na swoje poszukiwania.





Tak naprawdę przygoda z roślinami nie uprawianymi w polu zaczęła się od znalezienia w sieci przepisu na syrop z kwiatów bzu czarnego kilka lat temu. Następnie był syrop z owoców bzu, a potem jakoś tak samo się potoczyło, że zaczęłam zbierać płatki nagietka, macierzankę, kurdybanek...liście brzozy, kwiaty lipy...koniczynę i cykorię, skrzyp polny, pokrzywę płatki maku, podbiał, krwawnik, "mleczyk", wierzbówkę, dziurawiec i bylicę ;) 



kwiaty bzu, gdy kwitły przeznaczałyśmy także do suszenia



Posadziliśmy z mężusiem topinambur i inne takie "dziwactwa"...Nie kosimy rónież z naszego "trawnika" który winien nosić miano łąki ;) nawet łopianu (jest jedną z moich ulubionych roślin DEKORACYJNYCH...ale to moje bardzo subiektywne zdanie hehe)...zatem nasz nieprzystrzyżony, zdecydowanie "nieamerykański" trawnik kole w oczy raz po raz niektóre osoby...a my lubimy to co nas otacza, bez specjalnego udziwniania. Moje 3,5letnie dziecię z powodzeniem rozpoznaje wiele roślin. 
Naszym ostatnim hitem był olej z dziurawca (receptura KLIK)...czyli magiczny olejek na wszelkie stłuczenia. Zaskoczona byłam i to bardzo...dziurawiec zbierałam z Zosią...pomagała mi go nawet ciąć, oczywiście wytłumaczyłam jej po co i na co...a ona niedługo potem do mnie zagadała "Mamo, dasz mi ten olejek...z ...jak się nazywał ten kwiatek co zbierałam? dziurawiec? bo tu mam siniaka...o tu..." 
Mała też wyjada listki mięty z miętowej herbatki :)
Dlatego podczas wymyślania kolejnego tematu wyzwania w Klubie Twórczych Mam nie mogło zabraknąć tego tematu...bo obcowanie z naturą z reguły wychodzi nam na dobre :) o ile robimy to mądrze i rozważnie :) Zapraszam Was do zabawy w Klubie Twórczych Mam, na wyzwanie "Zrobione z Mamą - ZIELNIK" 
Po więcej informacji odsyłam TU (KLIK)
I jeszcze nieco inspiracji od nas:




 Herbatka ziołowo-kwiatowa:





I jeszcze banerek do zabawy:


Zdjęć sporo...ale mam nadzieję, że wytrwaliście...



POZDRAWIAM!

sobota, 18 lipca 2015

po każdej burzy wychodzi słońce...

...podobno tak jest. Obserwując przyrodę faktycznie sprawdza się to. Natomiast w życiu? Też. Ale niekiedy na słońce trzeba nieco dłużej poczekać żeby wyjrzało zza chmur. 
Dziękuję Wam za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami, odczuciami i radami :)
I za Wasz odwzajemniony uśmiech.
Wczoraj, kiedy byłam  na spacerze z córką przywołał mnie nasz "daleki" sąsiad (o ten KLIK)...przypomniał, że zawsze kiedy tylko chcę mogę wpaść do niego po kwiaty. Oczywiście zrobiłam to z chęcią. Natargałam całe naręcze...hortensji (chyba)





A pozostałe to już moje kwiecie z łąki i ogrodu...




Niektóre z roślinek zasuszam i przygotowuję własne kompozycje kwiatowych herbatek. Ten bukiet przygotowałam jako zachętę dla Was do udziału w wyzwaniu w Klubie Twórczych Mam "BUKIET"
Zobaczcie czym zainspirują Was pozostałe dziewczyny (klik)






Smak i zapach lata zamknięty w słoiku? Możliwe. Syrop różany i ucierane płatki róż.



I jeszcze kwiaty na puszkach:




 I troszkę delikatnych, codziennych biżutków:





 Pozdrawiam Was serdecznie!