Przez krótką chwilę...

środa, 2 marca 2016

Po prostu i AŻ ...ten powszedni

Na początku naszego małżeństwa zwykle piekliśmy sobie domowy, swojski chleb raz w tygodniu. To była mieszanka gotowa do wypieku, typu dodaj wodę i piecz. Nie dysponujemy żadną specjalną maszyną do wypieku chleba. Pieczywo takie zwykle robił mąż :)
Dla mnie to tradycja ;) bo w moim rodzinnym domu najlepsze drożdżowe ciasto wyrabiał Dziadziu (Babcia szykowała składniki, a Dziadziu je wyrabiał i wyrabiał...to fakt, że dobre drożdżowe ciasto potrzebuje miłości i cierpliwości i ....ciepłych dłoni!)...więc swojego męża też "zajawiłam" na wspólne pieczenie.
Nasze pierwsze chlebki były z gotowca :)

Potem "ewoluowaliśmy" ;) znalazłam przepis na "chleb sąsiada" (Przepis KLIK) na drożdżach i to on był naszym numerem jeden, na przemian nasz robiony weekendami i kupny (bo przeprowadziliśmy się-to już 3 rok idzie- i okazało się że w małych wiejskich sklepach pieczywo jest naprawdę przyzwoite!!)
Ten chleb jest prosty i naprawdę smaczny. Wielokrotnie już Wam go polecałam.






Kolejny krok, który odwlekałam to pieczywo na swoim zakwasie. Przerażało mnie zrobienie swojego zakwasu. Ale w końcu się odważyłam, zrobiłam i powstał pierwszy chleb :) żytni 100% i orkiszowy na żytnim zakwasie :)
Nie wyrosły za bardzo, nie były puchate i za bardzo spiekłam ;) i nie były też takie do jakich człowiek się już zdążył przyzwyczaić, za to ich zapach, który panował w domu podczas pieczenia...ech...i ta mega chrupiąca skórka...i SMAK. Mocny, wyrazisty. Nie jakaś tam gąbka! Inspirowałam się przepisami i proporcjami stąd (Przepis na zakwas KLIK...z tej samej strony inspiruję się przepisami na chlebki, a raczej na proporcje ;))
To nasze pierwsze chlebki...zakwas ponoć im starszy tym lepszy...sprawdzę to na pewno :)



I kolejny chleb...pszenno-żytni na zakwasie. Wyrósł, pachniał, smakował! Zosia chrupała skórkę z niego niczym królik marchewkę! Dobry chleb wyszedł po prostu :) i do tego DOMOWY, NASZ :)






A potem doszło jeszcze odkrycie stronki Smakowity chleb i przepadłam. Na pierwszy ogień poszły bajgle. Wspomnienie kanadyjskich wojaży ;) i spacery z kuzynką kończące się w kawiarniach TimHortons...na mrożonym cappuccino i bajglu z cream cheese ;) albo na pączku "BostonCream" ...
Bajgle...pszenne i orkiszowe (Przepis KLIK) REWELACJA. Dzieciaki zachwycone!







Domowe pieczywo jest uzależniające. Zarówno jego przygotowywanie, jak i potem degustacja :)

A jeśli trafi się Wam mały pomocnik cukiernik/piekarz to warto go/ją zaopatrzyć w komplecik przydatny każdemu maluchowi, który zechce pomagać w kuchni :)


Wiosna też coraz bliżej...poluję na pokrzywę, bo zamierzam dodać nieco liści do następnego chleba.



Pozdrawiam Was ciepło!

5 komentarzy:

  1. Justynko! aż mi tu zapachniało:)) Idę robić śniadanko, chlebek kupny:( ale chodzą za mną bułeczki i chyba tym wpisem jeszcze bardziej mnie zachęciłaś! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zjadła bym sobie taki prawdziwy, razowy chleb :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam! Ja kiedyś zrobiłam sama bułki, ale w ogóle mi nie smakowąły i jakoś się zraziłam :( ale wyobrażam sobie upiec taki dobry, domowy chleb... jak pachnie w całym domu...

    OdpowiedzUsuń
  4. Pysznie napisane, aż ślinka pociekła :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. piekę ale tylko na drożdżach...

    OdpowiedzUsuń