Przez krótką chwilę...

czwartek, 23 marca 2017

Rodzina...

Rodzina...to o niej pisałam swoją magisterkę kilka lat temu, dokładniej to o wartościach przekazywanych w rodzinach wielopokoleniowych. Bo w takiej rodzinie się wychowałam.
Takiej zawsze chciałam. A potem jak to zwykle w życiu bywa stało się zupełnie inaczej, mieszkamy daleko od naszych rodzinnych domów...i może dlatego nasz dom zawsze otwarty na gości, może po Babci i Mamie odziedziczyłam umiejętność improwizowania w kuchni, by niezależnie od tego czy miałam obiad zrobiony dla naszej 4 a nieoczekiwanie zjawiło się kolejne 6 osób dla każdego znalazł się talerz zupy? Może dlatego, gdy jest za spokojnie tęsknię za "kłótniami" z bratem...a z kolei gdy się z nim widzę to po słownych potyczkach nie raz zapłaczę?  
Rodzina może być wszystkim, czego nam do życia potrzeba.
I choć czasami w żartach się mówi, że z rodziną to najlepiej na zdjęciu się wychodzi...to myślę, że wszystko JAK ZAWSZE zależy od naszego nastawienia...a wcześniej od tego co nam w głowach zasiano...a najbardziej się COŚ docenia gdy się to traci...albo gdy jest dalej niż na wyciągnięcie ręki...


Najbardziej lubię spotkania z rodziną bez okazji...ale znowu kilometry, praca, harmonogramy każdego nie pozwalają na zbyt częste takie odwiedziny...więc czerpiemy zawsze ile się da z tych momentów gdy można być RAZEM. 



Chociaż teraz w emocjach ta dwójka potrafi sobie już powiedzieć "ja nie chcę mieć brata/siostry" po to by za chwilę wyznawać sobie miłość, mam nadzieję, że w przyszłości będą dla siebie oparciem, że będą mogli na sobie polegać...


Różnice wieku między pokoleniami się zacierają...mój wujek-7 lat starszy ode mnie z którym się wychowywałam był dla mnie jak starszy brat...nic więc dziwnego, że teraz nasze dzieci w niedużej różnicy wieku...ale wciąż ten starszy o 3 lata to wujek...z którym  można pobawić się na placu zabaw:



Zainspirowana tym, co znalazłam w sieci zrobiłam taki napis...taki projekt roboczy, w zamyśle chciałabym tuszem napisać  :)


To według mnie kwintesencja tego, czym rodzina powinna być...jakie cele dla nas wyznacza...

W zeszłą sobotę kilka kilometrów od domu natknęliśmy się na zziębniętego, brudnego psiaka...
Zostawiłam adres w miejscowym sklepie, zapytałam, czy do kogoś być może nie należy...mąż owinął go w koc i posadził mi go na kolanach w aucie...w domu go wykąpał, daliśmy mu jeść...dzieciaki wymyśliły imię: Maurycy Bąbel...



Biedak staruszek. Schorowany. Wszystkie zmysły upośledzone...ani wzrok ani nawet węch nie za bardzo...jak chodził to wchodził absolutnie we wszystko: w meble, w ściany, w nas...miskę z jedzeniem trzeba było wręcz pod pysk mu dać żeby zaczął jeść.
Miałam nadzieje, że wśród naszych zwierzaków, gdzie będzie miał ciepło, bezpiecznie, gdzie nie będzie sam i nie będzie głodny będzie mu wystarczająco dobrze. Kolejne dni merdał ogonem gdy już czuł, że ktoś jest w pobliżu (trzeba było być naprawdę blisko niego żeby to poczuł!!), był psem spragnionym pieszczot...a mimo wszystko czegoś mu brakowało...Wczoraj  zniknął. Szukałam go w okolicy, niestety śladu po nim nie ma, nikt go nie widział :( Martwię się o niego...bo on nawet nie widział!! 
Gdzie poszedł? Dlaczego? Czyżby szukał dalej domu? 
Swojej Rodziny?
To jeden z przykładów na które staram się uczulić, uwrażliwić swoje dzieci. Że nawet jeśli coś/ktoś jest stare, zniedołężniałe, nieładnie pachnie, nie oznacza to, że można postąpić tak jak z tym psiakiem, który najprawdopodobniej został przez kogoś porzucony... 
Bo każdemu do końca należy się szacunek, opieka, serdeczny gest, dobre słowo.
Przyjaciółka mi zwróciła uwagę, że w tym pojawieniu się psiaka było trochę z takiego "cudu-nie-przypadku"...bo minął wtedy rok od śmierci mojej Babci...a tu zjawia się psiak...istota do kochania...
Taki cud codzienności. Takie coś do przemyślenia, zwłaszcza w okresie jaki teraz przeżywamy, czyli w Wielkim Poście...

A gdy rodzina daleko, jej emocjonalny deficyt uzupełniają przyjaciele, spotkania z nimi. Czasami nawet wspólna praca :)
Ostatnio udało mi się współpracować z przyjazną duszą <klik> ...ja zrobiłam decoupage'owy komplecik...ona dopełniła go swoimi pięknymi wstążeczkowymi kwiatuszkami...według mnie wyszło naprawdę ciekawie :) 





Wiosna na całego, a w naszym rejonie albo deszcz albo mgły...nie mogę się już doczekać słonecznych, ciepłych i prawdziwie wiosennych dni :) dlatego w pogodny czas ładujemy swoje baterie na spacerach...a ze spaceru przynosimy pierwsze wiosenne dobrodziejstwa:




POZDRAWIAM CIEPŁO!





7 komentarzy:

  1. Jak jest podbiał to jest prawdziwa wiosna:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. U Ciebie zawsze tyle czytania ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko z potrzeby serca Monia :)*

      Usuń
  3. Justynko! Wspaniały post, A psiny Mi szkoda, Nie mogę zrozumieć jak ludzie mogą tak postąpić, Komplet zrobiony razem z Darią jest wspaniały - Pozdrawiam Gorąco

    OdpowiedzUsuń
  4. <3 jakbym siostrę spotkała... przpr, że tak bezpośrednio..... cieszę się, że trafiłam na Wasze blogi. P.S dzięki za serce :* <3 pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudnie !!! Spacery i wspomnienia... Najbardziej podoba mi się spis dobrych wartości, które trzeba wdrażać w życie. Uściski posyłam :)

    OdpowiedzUsuń