Przez krótką chwilę...

czwartek, 6 kwietnia 2017

Wijemy wianki

Okres wiosenno-wielkanocny sprzyja "wiankowaniu".
W tym roku nie udało mi się zaopatrzyć w nowe półprodukty, postawiłam na pełen recykling...i wykorzystanie do zera wszystkich przydaśków nim wejdę do jakiegoś sklepu po kolejne...

Zosia stworzyła swój papierowy wianek. Robiła kwiatuszki z wyciętych kolorowych kwiatków...przyklejała, zaginała płatki, doklejała kryształek...wszystko na tekturowej bazie, którą owinęłam wstążką...dodatkowo resztkowe tasiemki i koronki żeby nadać zwiewności. Dziecko się napracowało, jest dumna ze swojego wianka i każdemu kto do nas przychodzi pokazuje, co stworzyła :) 









Ja także poczyniłam kilka wianków, w słomiane bazy zaopatrzył mnie mój Dziadziuś...
Niewiele potrzeba do szczęścia :)







Ostatnio zrobiliśmy sobie też pierwszy prawdziwie wiosenny deser...nic wielkiego, galaretka i jogurt z chia, brzoskwinie z puszki...ale jadalna dekoracja z kwiatów i liści (fiołki wonne, podbiał, liście krwawnika i listki fiołka wonnego) była zwieńczeniem deserku, tym samym rozpoczęliśmy sezon na jedzenie "trawy"...a dokładniej tego, co w niej rośnie...
Najbardziej te słodkie kwiatowe smaki lubię ja i Antoś. On chyba nawet większym smakoszem jest :)




Pamiętacie naszego uciekiniera Maurycego Bąbla? Znalezionego psiaka? W zeszłym tygodniu była u mnie jego właścicielka...okazuje się, że go szukała, bo to nie pierwszy raz jak uciekł. Przykro mi, że źle oceniłam sytuację, Bąbel był jednak kochany... To dowód na to jak łatwo nam przychodzi ocenianie. Przyznaję się do błędu. A wiara w ludzi dzięki tej Pani została przywrócona :) 

Pozdrawiam Was ciepło...bo za oknem dziś prawdziwy KWIECIEŃ, co przeplata trochę zimy trochę lata...śnieg, grad, deszcz, słońce, bezchmurne niebo i silny wiatr...wszystko to dziś się ze sobą przeplatało...


8 komentarzy:

  1. Zdolną masz córkę. Zosi wianek jest śliczny i widać, że wymagał wiele pracy i precyzji :).

    Twoje wianki są cudne :).
    Ja co roku mam w planach zrobić sobie jakiś wianek i co roku przesuwam, to na następny rok ;).

    Smakowity deser i pięknie wygląda choć ja nie odważyłabym się jeść jego "żywej" wersji :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Justynko! Piękne wianuszki zrobiliście, Deser smakowity, ale kwiatków nie lubię - Pozdrawiam Cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie dziwię się, że Zosia jest dumna ze swojego dzieła - wianek wyszedł piękny!
    Twoje wianki również ;)

    A na taki kolorowy, kwiatowy deser chętnie bym się wprosiła :) podziwiam Twoją wiedzę na temat ziół i roślin już od dawna...
    I cudownie, że Twoje dzieci nie boją się takich rzeczy :) mam w domu niejadka - brata, który naprawdę sporo wybrzydza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sandra...a wiesz, że gdy 4 lata się tu przeprowadziliśmy jedną z nielicznych "dzikich" roślin jakie znałam był mleczyk (mniszek lekarski...z którego moja Babcia miodek majowy robiła) i czarny bez...kwiaty-z których syrop na oranżadę robiłam? i pokrzywa, z dodatkiem której jadłam najlepszą ever jajecznicę (wówczas u przyszłej dopiero drugiej Mamy-Teściowej)...
      Potem były pędy sosny na obłędny syrop, w lecie macierzanka...a kolejną wiosną odkryłam że rośnie u nas podbiał...skrzyp...że fiołki są jadalne ;) a podagrycznik, który sobie ufnie w całym sadzie się panoszy to najlepszy chwast jaki do tej pory udało mi się posmakować...
      Antoś najchętniej kwiaty z tych moich wynalazków smakuje.
      W tym roku posadziłam mnóstwo lilii i mieczyków :) :) bowiem i one jadalne :) nie wiedziałam!! Co roku dzięki wspaniałym książkom dowiaduję się kapkę więcej :)
      A na deser zapraszam!!

      Usuń
  4. No nie obraź się,ale wianek Twojej córki podoba mi się najbardziej:))))zdolna po mamusi:))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też zachwycam się wiankiem córeczki :D Wszystkie są pięne, ale ten wyjątkowo!! Pewnie wisi na honorowym miejscu! Zjadłabym taki deser, oj zjadłabym!

    OdpowiedzUsuń