Przez krótką chwilę...

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

W środku lata :)

Ostatnie dni rozpieszczały nas pogodnymi, pełnymi słońca dniami...upał dawał się we znaki, ale można było poczuć dzięki temu prawdziwy letni klimat...
Cóż poradzić na to, że okres zbiorów i przerabiania darów natury zbiegło się z tym upalnym czasem? Tropiki na zewnątrz i sauna w domu ;) przy robieniu sałatek, soków, dżemów.
Ale dzięki temu smak lata zamykam w słoiku, a spiżarniana półeczka zaczyna się zapełniać.

Prawie co roku robię to, co już znamy i lubimy. Zawsze i tak o parę słoików soku z malin, dżemu z truskawek czy keczupu za mało ;) Poza tym zawsze chętnie sięgam też po nowości :)





W tym roku dzieciakom oraz mojej Mamie posmakowały "ogórki kanapkowe" według przepisu p.Olgi Smile <KLIK>...dostałam też przepis na niezbyt ostrą/octową zalewę od Darii <klik> oraz od przyjaciółki przepis na ogórki z miodem. Jestem otwarta także na Wasze propozycje. Jeśli macie jakieś swoje ulubione i sprawdzone przepisy będę wdzięczna za link w komentarzu.
Wśród naszych STANDARDOWYCH ulubionych przetworów są ogórki (na wszystkie możliwe sposoby), keczupy (z pomidorów, cukinii), dżemy (najbardziej truskawkowy, z porzeczki a synek cukiniowy i mus dyniowo-jabłkowy), soki i kompoty-tutaj absolutnie ze wszystkiego oraz sos słodko-kwaśny (z pomidorów, ananasa, marchwi i kukurydzy)...

W międzyczasie udało nam się spotkać z kolejnymi blogowymi duszyczkami :) tym razem mój kochany Mężuś zabrał nas do Eli-karto_flanej <klik>, która zaprosiła nas do swojego rodzinnego domu, na szczęście w wakacje nieco dni wraz synkami spędziła w Polsce...a przy okazji niedaleko od Mamy Eli mieszka KasiaN<klik> (która w dniu odwiedzin obchodziła urodziny). Relacje nawiązujące się przez wszelakiego rodzaju media społecznościowe są NICZYM w porównaniu ze spotkaniem "face to face". Cudownie, gdy osoby, które udaje nam się w końcu poznać, przytulic, uścisnąć dłoń są autentyczne w tym, co robią...to znaczy, że są dokładnie takie jakie ich blogi, jak ich maile, czy konwersacje na Messenger ;) wiecie o co mi chodzi? 
Ela...jeszcze raz dziękuję za zaproszenie, ciepłe przyjęcie i SPOTKANIE. Miło było poznać Twoją Mamę oraz synków.  Jesteś oazą spokoju, od której mogłabym się uczyć cierpliwości i opanowania. Przy tym jakby dla równowagi Twój niespokojny twórczy duch, który skłania Cię ku wielu dziedzinom artystycznym, w których dążysz do perfekcji :) mieszanka IDEALNA :)
Kasiu Tobie i Twojej Rodzince również dziękuję za spotkanie. Twoja ukochana technika - frywolitka- idealnie pasuje do Ciebie...coś kruchego, pięknego a jednocześnie nieźle zakręconego :) no i jak zazdroszczę odwagi do kolorów :) :) pasują Ci idealnie, taka cała Ty - promienna :) 
A to my:

Po tym spotkaniu całą drogę powrotną do domu się uśmiechałam. Po prostu cały czas! Jedno popołudnie w takim gronie i baterie doładowane niczym solary w bezchmurny dzień! Ale to zasługa obecności tych sympatycznych dziewczyn :) jeszcze raz Wam dziękuję :)

Następnego dnia moje ukochane święto- Matki Bożej Zielnej.
Oczywiście z tej okazji nazbieraliśmy nieco ziół, kwiatów i taki bukiet poświęciliśmy 15 sierpnia:


W międzyczasie powstają proste codzienne biżutki, bo gdy palce świerzbią, a syndrom niespokojnych rąk daje o sobie znać trzeba coś podziałać:






Pozdrawiam Was ciepło!

czwartek, 3 sierpnia 2017

Coś chyba nie tak ze mną, czyli o różach

Nie robię tego na przekór. Ja po prostu nie przepadam za różami. Nie jest jednak tak, że nie umiem ich docenić w pracach czy wystroju u innych. Albo w ogrdzie u kogoś:


Ogród Babci Marysi tonie w kwiatach:





Raczej nie czuję potrzeby, by były w moim otoczeniu.
Inaczej się ma sprawa z różami, które dostałam z ogrodu od mojej Babci np. Babci już nie ma, a róże zakwitły w tym roku pierwszy raz... 
Jeśli kupuję sobie na starociach jakieś filiżanki, czy inne skorupki, odstawiam te z różami dla swojej Mamy i drugiej Mamy (czyt. Teściowej)... np. takie:


Ostatnio też wybraliśmy się w rodzinne strony męża, ot tak, spontaniczny wypad, żeby z dzieciakami zapory na Sole pooglądać. 




A w domu u rodziców męża, Zosia pomogła mi przygotować stół do obiadu. Zerwałyśmy róże. Jakoś niespecjalnie ale i obrus był w róże,  talerze z motywem róż, zatem szybko serwetki też pozwijałam i ozdobiłam bibułkowymi różyczkami, które robi właśnie moja druga Mama. Spontaniczna dekoracja wyszła całkiem sympatycznie. Poza nami na obiedzie było jeszcze kuzynostwo moich dzieciaków i ich sympatie :) czyli w sumie zasiedliśmy w 11 osób do stołu.







W pracach decou to bardzo popularny wzór, trzeba przyznać, że róże mają coś w sobie, ze rozkochują w sobie wiele osób:








Zrobiłam też kilka słoiczków konfitury z truskawek i płatków róż:


 Dodatkowo spora częsc płatków ususzona na herbatkę:


A Wy lubicie róże?

Pozdrawiam