Przez krótką chwilę...

niedziela, 30 grudnia 2018

Nadal w świątecznym klimacie

Nie wynoszę choinki za drzwi gdy kończy się drugi dzień Świąt...tkwimy wciąż w świątecznym klimacie, tak długo jak się da...póki choinka nie zacznie się osypywać ;p
 Nie zabrakło w tym roku naszej zabawy z domkami z piernika. Ozdabialiśmy je 2 dni przed Wigilią. Mnóstwo lukru wszędzie...A zabawa przednia.









W drugi dzień Świąt świętowaliśmy naszą 10tą rocznicę ślubu. Zrobiłam nam torcik...dzieciaki pomogły w jego dekoracji. Smak mniam...biszkopt nasączony kawą, masa na zasmażce (przepis z zeszytu babci koleżanki) A druga to mielone orzechy włoskie zalane gotującym się mlekiem następnie utarte z masłem i cukrem waniliowym. 

A tu już prezent i jednocześnie niesamowita niespodzianka od Agaty Baran <klik>. W wigilię przyszła paczuszka z kartką i ozdobami na choinkę oraz zapakowana tą ramką z karteczką: "Kochani proszę otwórzcie to 26 grudnia". Wzruszyłam się gdy zobaczyłam co kryje się w pakunku. To niesamowite jak ten blogowy świat potrafi zbliżyć do siebie obcych ludzi...


I jeszcze taki uroczy prezencik od dzieciaków:



Niestety zakończenie roku i cały ten świąteczny czas nie spędzam w najlepszej formie. Uczepiło się mnie jakieś paskudztwo i nie odpuszcza. Na domiar złego złapało i Antosia. Więc jeszcze przed nami wizyta u lekarza. A dopiero co na początku grudnia uporaliśmy się z chorobami...
Dziękuję za tyle ciepłych słów pod ostatnim wpisem. Tekst dostałam na maila od przyjaciółki...osobiście gdy to czytałam przeszły mnie dreszcze. Bo niby to wszystko się wie...A jednak tak wiele tej miłości przecieka przez palce...
Dobrej nocy...
Pozdrawiam.

środa, 26 grudnia 2018

Trudna miłość...

Choćbym przyozdobiła calusieńki dom świątecznymi girlandami, kolorowymi lampkami i błyszczącymi bombkami, ale nie okazałabym miłości swojej rodzinie, byłabym jeszcze jedną dekoratorką wnętrz...




Choćbym tyrała, piekąc stosy ciast, szykując tradycyjne potrawy i zamieniła świąteczny stół w istne cacko, ale nie okazałabym miłości swojej rodzinie, byłabym tylko kolejną kucharką...







Choćbym gotowała w kuchni dla bezdomnych, śpiewała kolędy w domu opieki i wszystko co mam, oddała potrzebującym, ale nie okazałabym miłości swojej rodzinie, nic mi to nie pomoże...



Choćbym obwiesiła choinkę świecidełkami i gwiazdkami wydzierganymi szydełkiem, wysłała mnóstwo życzeń i śpiewała w chórze kościelnym, ale nie pomyślałabym o Chrystusie, zagubiłabym cały sens tych Świąt...









Miłość przerywa gotowanie, by przytulić dziecko...
Miłość odkłada świąteczne ozdoby, by pocałować męża...
Miłość jest uprzejma, choć zaganiana i zmęczona...
Miłość nie zazdrości sąsiadom porcelanowej zastawy i eleganckich obrusów...
Miłość nie wrzeszczy na dzieci, żeby się wyniosły gdzie pieprz rośnie...
Miłość nie daje tylko tym, który mogą się zrewanżować, ale raduje się, dając tym, którzy zrewanżować się nie mogą...
Miłość wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko wytrzyma...
Miłość nigdy nie ustaje. Gry video się znudzą, korale gdzieś się zapodzieją, wędki się połamią.
Ale obdarzanie miłością trwać będzie zawsze.
Anonim-w tłumaczeniu Moniki Kwiecień

Były momenty, że byłam tylko dekoratorką, tylko kucharką, myślałam o innych a mniej o najbliższych, że urodziny Chrystusa były jakby obok tego wszystkiego, bywają chwile, że wrzeszczę...
Bo miłość jest trudna...ta prawdziwa jest wymagająca od nas czegoś ponad to, co potrafimy ot tak.
Tego nas uczy nowonarodzone Dziecię...On jest Mistrzem miłości...Uczę się od niego nieustannie.
I wciąż tak niewiele wiem...niewiele potrafię. I chociaż rozumiem, to brak cierpliwości niweczy moje starania. Ale się nie poddaję i wciąż się staram...każdego dnia, nie tylko od święta.

A jaka jest Wasza miłość?

Ps. Kasia-dziękuję za ten tekst...

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Trzecia niedziela adwentu

...coraz bliżej Święta...nawet biało na tą okazję się zrobiło :) to znaczy śnieg od ponad tygodnia leży...


Powolutku ogarniamy rzeczy, które można przygotować wcześniej, by potem nie ulec przedświątecznej gorączce...

W zeszłą niedzielę ochrzciliśmy Jadzię...

Beziki na torcik zrobiła Babcia Ewcia a Zosia oczywiście pomagała mi w dekoracji...


Po Mszy spotkanie w naszym domu...nieco osób brakowało (choroby...wyjazdy) jednak dopiero gdy ustawiliśmy stoły,  gdy zaczęłam przeglądać talerze i sztućce...okazało się, że ciężko byłoby się pomieścić, gdyby frekwencja dopisała...do tego ślubne zastawy już mocno wybrakowane...ech.  Trzeba uzupełnić braki...




Kartki naszykowane, teraz trzeba tylko je wypisać i wreszcie posłać...bo zwykle mamy opóźnienia w tej kwestii...


Zaczynamy ciasteczkowanie...malowanie pierników nadal...trochę mi smutno, że w tym roku nie ma tego gwaru, który co roku towarzyszy wspólnemu dekorowaniu pierniczków z dzieciakami przyjaciół. W tym roku moje dzieci się pochorowały (zapalenie płuc u Antka i angina u Zosi)...cóż ZDROWIE najważniejsze...w przyszłym roku sobie odbijemy...z Jadzią, która mam nadzieję, będzie już nieco zainteresowana takimi bajerami ;)

Na te ciasteczka miałam ochotę gdy je zobaczyłam pierwszy raz kilka lat temu gdzieś w czeluściach internetu i jakoś do tej pory nie było okazji by je zrobić. Dziś z dzieciakami je upiekliśmy. smakują wszystkim. Polecam Wam! Przepis np.TU <klik>

Kiedy Jadzia zasypia na noc ja działam powoli w kuchni...uszka zrobione wczoraj, pierogi ulepiłam dziś, niedawno skończyłam...


Choinkę zrobiłam sobie...taką z szyszek modrzewiowych, zainspirowałam się kursem mojej klubowej koleżanki Moniki <klik>

Tak wygląda w świetle dziennym:


Spokojnej nocy!
Pozdrawiam...