Przez krótką chwilę...

piątek, 31 maja 2019

Majowa codzienność

Byłam kiedyś marzycielką...idealistką...
Łatwiej było marzyć, gdy się miało naście lat.
Bezpieczniej było wierzyć w ludzi i ludziom, gdy się miało założone różowe okulary...
Nie twierdzę, że już nie marzę i nie wierzę w ludzi.


Tylko życie troszkę "przytemperowało" moją ufność. Dokładniej to nawet 3 moje małe życia. Dla nich stałam się nieco bardziej ostrożna. Muszę myśleć przecież o następstwach ich zachowania ;) nauczyć, że jednak nie każdemu można ufać...to trudne nawet dla mnie! Więc pewnie te moje dzieciaki nie raz odczują kopa na swoich czterech literkach, bo ktoś wykorzysta ich dobre serducha, ich dobre intencje...Tłumaczę im do znudzenia, że jeśli oni będą się starać dobrze zachowywać, pomagać np swoim kolegom i koleżankom w grupie, że będą uprzejmi i kulturalni etc. to może ktoś dzięki temu, że zobaczy, że TAK MOŻNA i też zacznie się tak zachowywać.





Byłam tak wychowana...do dziś mi to zostało. I niestety, choć bycie uprzejmym, miłym nie jest "modne" to ja idę w zaparte, jak zawsze nie z prądem a pod prąd. Nie będę przepychać się łokciami i nie będę tego uczyć też swoich dzieci. Ostrożności owszem, ale nie takiego zachowania, które wiem, że nie jest zgodne ze mną. Oczywiście wszystko z umiarem. Nie chcę z drugiej strony, by przez takie kreowanie zachowania zatracili prawo do swojego zdania, ale staram się ich uczyć jak swoje zdanie można przeforsować w sposób kulturalny. Bo gdy się człowiek tak napatrzy na rządzących i inne medialne osoby (i nie tylko!), to można stwierdzić przede wszystkim, że brakuje dialogu, kultury wypowiedzi i szacunku do drugiego człowieka, bo najważniejsze wydaje się przedstawienie tylko swojego stanowiska. Tego chcę uniknąć. Najwyraźniej, ktoś tym dorosłym dziś ludziom nawtykał, gdy byli dziećmi jacy to są jedyni w swoim rodzaju, że to oni zawsze mają rację...a tak nie jest do końca. Trzeba umieć słuchać też, pozwolić dojść do głosu drugiemu, nawet jeśli czasem nie zgadzamy się ze stanowiskiem rozmówcy naszego, wysłuchajmy do końca jego argumenty. Stąd wszystkie afery, kłótnie, bo ludzie nie potrafią słuchać, bo są zaprogramowani tylko na patrzenie na siebie, jakby drugiego człowieka nie było! Jakby innej opinii być nie mogło.



A wystarczy tylko i AŻ wrócić do podstaw: do uporządkowania swoich wartości, do rozmów o tym, że każdy ma prawo do swojego zdania, że świata nie zmienimy całego, ale możemy zmienić siebie, a swoim postępowaniem nawet ludzi, którzy się obok nas znajdują...być człowiekiem dobrego wpływu.
Ech...ależ dygresja. Tak w skrócie...uprzejmość, kultura osobista według mnie nie jest passe...
Niestety nie podoba mi się kreowanie wychowania, że coś się komuś należy, niekulturalne zachowanie oraz że na wszystko można pozwalać. Jako rodzic i pedagog uważam, że trzeba wymagać, od siebie i od swoich bliskich...wymagać DOBREGO!



W tekst wpleciona nasza codzienność majowa, uchwycone dni pogodne, nasze chwile, nasze świętowanie imienin Zosi (na życzenie powstał torcik z syrenką i to był jej pomysł jak ją zrobić :) ), nasze majówki, spacery...zwyczajne momenty. 


A Wam jak minął maj? 

sobota, 25 maja 2019

Nie nudzi się nam...

Nawet gdy nie miałam dzieci nie nudziłam się, nudzenie się nie leży w mojej naturze. Zawsze potrafiłam sobie zająć czymś czas. Książki, szukanie technik rękodzielniczych, spacery, wycieczki, praca w wolontariacie, a nawet gdy się mieszkało "na miasteczku studenckim" nałogowe oglądanie seriali ;p ...Czasem pozwalam sobie na "nic-nie-robienie", ale ono czasem bardziej męczące dla mnie niż robienie czegokolwiek innego. Przy dzieciach słowo nuda już w ogóle odchodzi do lamusa...nie istnieje. I cieszę się, że naprawdę sporadycznie słyszę od swoich dzieci "nudzi mi się"...




Wiele lat żyliśmy bez tv...potem znajomy nam przywiózł, kupiliśmy dekoder etc. To była moja zmora. My i tak nie mieliśmy czasu by coś obejrzeć, no chyba, że w nocy, ale gdy ja przyjmuję pozycję horyzontalną kojarzy mi się ona tylko ze snem, także słaby ze mnie "oglądacz". Za to deszczowe jesienne wieczory dzieciaki naginały pod oglądanie bajek...i wtedy nawet 2 godziny bezsensownego wpatrywania się w ekran. Albo jak goście przyjeżdżali-też dzieciaki potrafiły "wykorzystać" ten fakt, siedzieli cichutko na strychu (bo tam tv) ... Sama wiem jakie to uzależniające, bo jako dzieciak, gdy wracałam ze szkoły potrafiłam też tak się gapić. Szczęście czy pech początkiem roku coś się popsuło, ups...nie ma komu naprawić, jakoś tak do tego na niespieszno...a dzieciaki znowu zapomniały czym jest tv, haha. Za to organizujemy sobie weekendy filmowe, rodzinne. Wybieramy jakieś bajki albo filmy (uwaga-moje dzieciaki uwielbiają Hobbita i Władcę Pierścieni! Antoś szczególnie, do tego potrafi pięknie opowiedzieć, wytłumaczyć kto to, co robią, kto jest dobry, zły etc.) i piątkowy i sobotni wieczór jest taki właśnie nasz.
Najczęściej jednak wolne chwile staramy się spędzać razem. Na jakiejś wspólnej aktywności. Mamy kilka ulubionych planszówek. Oczywiście sama też już nic nie zrobię...czy to wyciągnę koraliki, czy papiery...mam przy sobie towarzyszy to wspólnego tworzenia. A oni tak lubią...posiedzieć, poprzebierać w przydasiach...dużo przy tym rozmawiamy, przede wszystkim o ponownym wykorzystaniu różnych przedmiotów... w przedszkolu Panie też wprowadziły "pudło rozmaitości" i dzieciaki w wolnym czasie mogą sobie z tego pudła wziąć cokolwiek chcą i z tego tworzyć (rodzice i nauczyciele uzupełniają to pudło o różne rzeczy...tekturki, pudełeczka, puszki, włóczki, materiały, kolorowe papiery, tasiemki, patyczki etc.)-dla mnie pomysł REWELACJA! Znacie nas, więc wiecie, że recykling czy to w kuchni, czy w tworzeniu czy nawet w umeblowaniu to nasza pasja. Dlatego bardzo się cieszę, że wkoło tak wiele się mówi o nie marnowaniu, modnym "zero waste" :)






Podczas gdy Antoś robił ramkę do ułożonego obrazka z puzzli, a Zosia kolejne niespodzianki...ja zrobiłam szybciutko karteczkę sztalugową, maleństwo, bo zrobiłam bazę o podstawie 10x10cm...i tak się cieszę, że podołałam, bo cienka zawsze w te klocki byłam ;)  tzn w wycinanie, dopasowywanie i żeby jeszcze równo było przy użyciu tylko ołówka, linijki i nożyczek ;)
Ula K. <klik> ma pomysły! I stawia wyzwania :) Podoba mi się to. Dzięki Ula za majową motywację:





I dziękuję jeszcze Agniesi <klik> za niespodziankę, jaka do nas dotarła!! :)
Kolejna sympatyczna gra...wiele śmiechu przy niej i nauki zręczności...
Świetne przydasie...dla każdego coś miłego!


Ostatnie majowe dni dały nam w kość. Wirusy dzieciaków, paskudne deszcze i zimno...
Mam nadzieję, że końcówka maja będzie dla nas łaskawsza.
Pięknego dnia Wam życzę!

poniedziałek, 20 maja 2019

Nim bzy przekwitną...

Pamiętam czasy, gdy lilaka zbierało się w piękne dorodne bukiety by wręczyć Mamie na Dzień Matki. Teraz jakoś tak szybko kwitną...szybko mija ich czas...
Przy okazji dzielę się z Wami przepisem na bułeczki, który skradł serca nas wszystkich...gdy je zaczynam robić to muszę przynajmniej przez tydzień codziennie ;) kombinujemy z posypkami lub bez...najważniejsza i tak "glazura"-najlepszy smak z oliwy z oliwek i mleka. Przepis niezwykle prosty. A bułeczki uzależniające, po przepis odsyłam tu<klik>

Nim bzy przekwitną mam nadzieję, że zdążycie się nimi nacieszyć :)

Dla mnie miesiąc z nimi to za mało. Zdecydowanie!
I choć herbatka z lilaka ma zgoła inny smak i zapach niż bez świeży to i tak robię ją już od kilku lat...bo warto!
Aby przygotować taką aromatyczną herbatkę z fermentowanych kwiatów lilaka:
-zbierzcie bukiet lilaka
-w domu oderwijcie kwiatki od gałązki
-umieśćcie ciasno kwiaty w słoiku
-zamknięty słoik wstawcie do piekarnika (ok.40 st.C na niespełna godzinę, wystarczy wykorzystać nagrzany piekarnik np.po pieczeniu ciasta, czy zapiekanki etc.)
-po tym czasie kwiaty zmienią kolor na taki brunatny, będą też mokre
-rozłóżcie kwiaty na blaszce na pergaminie i ponownie wstawcie do piekarnika (40 st.C) do czasu aż będą suche...sprawdźcie dłonią, podczas suszenia możecie kilka razy zaglądnąć do nich, "przemieszać" aby wysuszyły się równomiernie
Fermentowana herbatka z kwiatów lilaka:




A jak maj i lilak to i rabarbar. A skoro rabarbar to zwykłe ucierane, jogurtowe ciacho...




Rozstawiałam pachnące gałązki, gdzie tylko mogłam...zapach jest cudowny!

Udało mi się też zrobić smaczne placuszki z twarogu:
-kostka sera twarogowego (miałam tłusty)
-3 jajka
-5 łyżek mąki pszennej
-1 łyżka cukru

Dodatkowo:
-olej do smażenia
-cukier puder do posypania

Wszystkie składniki (ser, jajka, mąkę i cukier) wymieszałam za pomocą miksera, powstała gęsta masa, z której usmażyłam 15 placuszków. Posypałam je cukrem pudrem, dzieciaki zajadały je z domowym musem jabłkowym.

I ostatnio ulubione ciacho dzieciaków, do przedszkola zawsze muszę kilka kawałków dawać, żeby mieli się czym podzielić ;)
To mix przepisów jakie znalazłam na stronach kulinarnych i u mnie wygląda następująco:
3-4 dojrzałe banany (rozgnieść widelcem)
2 duże jajka
pół szklanki cukru
pół kostki rozpuszczonego masła/margaryny
1 łyżeczka sody
2 szklanki mąki (dawałam pszenną razową i jasną orkiszową 1:1)
opcjonalnie: trochę posiekanych orzechów/czekolady gorzkiej, garść żurawiny lub rodzynek
1-2 łyżeczki cynamonu
Banany, jajka i cukier rozmieszać razem. Dodać mąkę, sodę, cynamon. Wymieszać, wlać ciepłe, rozpuszczone masło. Ewentualnie na koniec dodać dodatki.
Wylać do keksówki wyłożonej papierem, piec w temp 180st.C do suchego patyczka (ok 45-55 minut)


Lilaka z kolei wykorzystałam jeszcze do zrobienia "woreczka sensorycznego" dla Jadzi.
Do strunowego woreczka włożyłam różne kwiaty, liście, dolałam nieco płynu do naczyń i wody. Zabawa dla malutkich rączek bardzo absorbująca :)




A Wy korzystacie z darów jakie oferuje Wam natura sezonowo?
Pozdrawiam ciepło!