Przez krótką chwilę...

niedziela, 31 marca 2019

Marcowa flora i fauna

Witajcie...
Za 3 tygodnie Święta. Z Wielkanocą zwykle mam problem, jeśli chodzi o czas, kiedy zacząć zewnętrzne przygotowania tj. dekorowanie np. domu; przed Bożym Narodzeniem adwent jest takim wyznacznikiem, w przed Wielkanocą u mnie wszystko zaczyna się tak naprawdę w Wielkim Tygodniu. Moje dziecko ma na to inne zdanie. W zasadzie to oboje podzielają zdanie na ten temat i już teraz codziennie powstają wiosenno-wielkanocne kolorowe dekoracje... Im sprawia to radość, a mi radość sprawiają ich uśmiechy i ta ekscytacja na kolejną ozdobę hand-made.


Tworzenie tych kolorowych kurek i innych ptaków dziwaków bardzo spodobało się Zosi:


Fajnie usiąść razem i wspólnie pokolorować, powycinać...taka terapia kolorem naprawdę pomaga, poprawia nastrój :)


Na spacerach można spotkać już takie okazy:



W tych zaroślach fiołki są najpiękniejsze...najbardziej dorodne :)...czego się nie zrobi dla ich słodyczy ;p

Dzieciaki lubią zwierzaki...zwierzaki lubią dzieciaki. Ta bliskość natury od małego jest świetnym przeżyciem. Kozy są bardzo towarzyskimi zwierzętami. Lubią obecność człowieka, lubią być głaskane, karmione z ręki :) jednym słowem - słodziaki. 


Bażanty też nam chodzą po sadzie...

Natura inspiruje. Szczególnie teraz. Wystarczyły dwa dni pełne słońca i nastawienie do codzienności zgoła inne! 
Wszystko wkoło nabiera barw.



O czytaniu też nie zapominamy ...nawet najmłodsza latorośl przerabia swoje pierwsze strony ;)

A ja przeżywam swego rodzaju podróż sentymentalną za sprawą zbioru "Poczytaj mi mamo", który wpadł mi niedawno w ręce w bibliotece... Ech...jako dzieciak bardzo lubiłam te małe, cieniutkie książeczki. Każda z nich to była perełka. I te ilustracje. Co jedna książeczka to nowy świat.
Ponadczasowe. Jedyne słowo, które mi się ciśnie od razu na usta biorąc pod uwagę reakcję córki na pierwsze przeczytane opowiadania... 

A Wy pamiętacie te książeczki?
Spokojnego wieczoru :)

czwartek, 28 marca 2019

Koloru mi trzeba!

Czy i Wam na przedwiośniu brakuje koloru?
Mi owszem. Zima mimo wszystko jest bardzo kolorowa, za sprawą Świąt. Po zimie przychodzi taki czas, że śniegu już nie ma, ale ziemia jeszcze uśpiona i dopiero nieśmiało ukazują się to tu to tam pierwsze krokusy, czy podbiał i fiołki...
Teraz już z niecierpliwością wyczekuję aż trawa się zazieleni, a drzewa puszczą pąki, z radością będę wypatrywać zwiniętych w rulonik liści na gałęziach...
Wiosno, jesteś, a jeszcze jakby Cię nie było...
W takich sytuacjach kolor jest lekarstwem. O ile jeszcze mamy słoneczny, bezchmurny dzień to błękit nieba jest równie inspirujący i dodający energii...
Za niespełna miesiąc Wielkanoc...a w związku z tym kolejna odsłona zabawy karteczkowej w KTM. 
Więcej informacji znajdziecie TU<klik> serdecznie Was zachęcam do udziału.
Z okazji urodzin dostałam tak wiele cudowności (o tym naprawdę osobny post trzeba) a robienie karteczek z takich pięknych papierów było niezwykle przyjemne!






Na drzwiach tej już zawisł kolorowy wianuszek...taki wiosenny wianek potrzebowała Zosia do przedszkola, do przedstawienia wiosennej piosenki. Od 2 tygodni tylko o tym wianku słyszałam. Kupiłam kilka gałązek sztucznych kwiatków, forsycji i migdałka. Zrobiłam. Co prawda to raptem 5 minut roboty dla mnie było, ale gdy następnego dnia po przedszkolu zapytałam się czy wianek pasował, czy nie spadał, ona mi odpowiedziała, że zapomniała o nim...cóż, ręce mi opadły :(





POZDRAWIAM :)

sobota, 23 marca 2019

Rzecz o wagarach, kolorowych skarpetkach, muffinkach i ziołach

Za nami pierwszy dzień wiosny...
Jest to także Światowy Dzień Osób z Zespołem Downa.
Akcja "linia prosta" oraz kolorowe skarpetki nie do pary to zewnętrzne wyrazy  tego, że rozumiemy, że wspieramy :) Gdy kończyłam podstawówkę moja szkoła została szkołą integracyjną, minęło już od tego czasu ponad 20 lat. Nasza szkoła była mała, a dzieciaki naprawdę tolerancyjne. Nie wiem czy przez 2 dekady aż tyle się mogło zmienić, że żyjemy w świecie, w którym trudno o tolerancję?? A dzieci? Cóż... bywa, że dzieci dla siebie potrafią być okrutne... To nie ich wina, ktoś nie zdążył ich pewnych rzeczy nauczyć. Czasem dzieci też bezwiednie tak w przypływie swej dziecięcej szczerości i spontaniczności powiedzą coś, co nie zawsze jest na miejscu...ale od tego jesteśmy my-rodzice, nauczyciele, ciotki etc. by z wyczuciem przeprowadzić ich przez nawet najtrudniejsze tematy.
Zanim Zosia i Antoś poszli w swoich kolorowych skarpetkach do przedszkola powiedziałam im dlaczego. Wytłumaczyłam im na przykładzie...opowiadałam o swojej szkole, o dziewczynce z zespołem Downa, z którą pracowałam nim oni się urodzili, w końcu na koncie Instagramowym przedstawiłam im dziewczynkę ...na koniec dnia ta właśnie Zuzia nagrała filmik z dedykacją i podziękowaniem dla wszystkich, którzy przesłali Jej Mamie zdjęcia kolorowych skarpetek...uśmiech Zuzi i uśmiech moich dzieciaków to chyba znak, że w tych głowinkach moich dzieciaków coś dobrego z tego zostanie...

Wczoraj zrobiliśmy sobie wagary, Antoś nieco kaszlał, więc stwierdziłam, że dzień na świeżym powietrzu zrobi mu lepiej niż dzień w przedszkolu...
Ostatnio wróciliśmy do książki "Parzyziółko"...to ciekawa pozycja, głównie o roślinach przyprawowych, o ich wykorzystaniu w codziennym życiu, z kilkoma recepturami, ciekawymi historyjkami dotyczącymi ich nazwy, czy sposobu użytkowania. Dla nas to świetna pozycja, ponieważ dzieciaki podzielają moją zajawkę dotyczącą roślin. Ostatnio pokazały się już u nas pierwsze kwiaty podbiału i fiołki wonne...po takim dniu gdy Antoś wrócił do domu stwierdził, ze on lubi zimę, ale wiosnę jeszcze bardziej, bo jak jest głodny nie musi na przekąski wracać do domu tylko idzie po nie na łąkę.
On jest wielkim smakoszem wszelakich jadalnych roślinek, Zosia z kolei bardziej chłonie wiedzę co do nazw i właściwości :) nieźle się uzupełniają :)




Mnie osobiście urzekają ilustracje :)



W ostatnich postach nieco więcej o dziecięcej biblioteczce...w sumie to nie sądziłam, że z czytelnictwem dla dzieci jest słabo ;p człowiek czyta sam i swoim dzieciom, wśród znajomych podobnie to myśli, że wszędzie tak jest...a tu pani z biblioteki, czy wychowawczyni z przedszkola twierdzą, że wcale tak nie jest. Niedawno ruszyła akcja #104książkidladzieci, więcej informacji o niej znajdziecie TU<klik> Dlatego i w kolejnych postach będę się starała Wam przedstawić jakieś fajne czytelnicze pozycje :)


W nasze wagary nie nudziliśmy się. 
Zosia z samego rana ukręciła muffinki:
1,5 szklanki mąki
0,5 szklanki cukru
łyżeczka proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki sody
otarta skórka ze sparzonej cytryny
Suche składniki mieszamy, dodajemy do nich wymieszane mokre:
2 jajka
3/4 szklanki mleka
1/4 szklanki oleju

Po wymieszaniu dodaliśmy borówki amerykańskie i jagody leśne...nasze ostatki z zamrażarki.







Pięknego dnia dla Was!

piątek, 22 marca 2019

Wiosennieje...

...wszystko wkoło.

To zdjęcia z zeszłej niedzieli, było pięknie, słonecznie, choć jak zwykle na naszych terenach bardzo wietrznie

Dotarliśmy do kolejnego cmentarza ofiar z I wojny światowej...droga prowadziła przez brzeg lasu:



W weekendy zawsze jest nieco więcej czasu na wspólne tworzenie. Masy plastyczne wszelkiej maści moje dzieciaki bardzo lubią, tym razem zrobiłam nam zimna porcelanę, Zosia i Antoś wycinali z nich kurczaki, kurki etc. a to za sprawą nowej zabawy, w której inspirujemy (więcej informacji poniżej)






Zosia uwielbia wszelkie prace plastyczne, Antoś zrobi, gdy musi, poświęcając temu minimum swojego czasu. Dlatego musiałam znaleźć sposób na tego uparciucha i ściągam najpierw kilka lub kilkanaście zdjęć (w danym temacie np.wiosna, wielkanoc etc.) oglądamy je razem i on wybiera coś co ma ochotę stworzyć. A gdy już sam od siebie mówi, że ma na to ochotę to dla mnie jak święto...


Kurki Antosia:

Kurki Zosi:

Nasze kurki, kurczaki i koguciki są inspiracją w nowym wyzwaniu w Klubie Twórczych Mam "Zrobione z mamą - KOGUT w KURNIKU" <klik>


Wiosnę na razie słychać...słychać ptaki, podglądamy je w sadzie, nasze budki lęgowe już są zamieszkałe...a na niedzielnej wyprawie widzieliśmy bociana!!
Także posiłki pełne koloru, już niedługo i wiosna pokaże to swoje kolorowe oblicze...
Tymczasem kolor ląduje na talerzu, w postaci kolorowych kanapek, oczywiście te choć zrobione dla mnie zjadł Antoś, bo przecież od kogoś smakuje lepiej ;)


Ostatnimi czasy razem z mężem mamy smaka na świeże surówki, szczególnie z kapusty, białej albo modrej. Tutaj raptem kilka składników: kapusta, marchew, cebula, por, czosnek, jabłko, świeży koperek, sól, pieprz i trochę majonezu.
Chrupiąca i rześka :)


Dla ciekawych masy na zasmażce, oto on...

Nie ma w nim podanej ilości mleka. Ja robiąc z tej porcji masła i mąki dodaję ok 0,5-nawet do 0,7 litra mleka. Do masy jajka oczywiście mam od swoich kur, najświeższe jak się da, dodatkowo dodaję 1 łyżkę spirytusu, bo szczerze? nie ufam masom na surowych jajkach.
Historia tego jak przepis znalazł się w moim posiadaniu jest następująca, rozmawiałyśmy kiedyś z Paulinką <klik> o ciastach, jakie robiły nasze Babcie, utkwił mi w pamięci placek z blatów na sodzie chyba, z masą na domowym budyniu, Babcia mówiła o nim napoleonka. Był przepyszny. Niestety zeszyt z przepisami Babci gdzieś zaginął :( zresztą ona wiele rzeczy robiła intuicyjnie, improwizując...ale Paulinka przyszła mi z pomocą, stwierdziła, że z zeszytu swojej Babci kojarzy coś co może być podobne w smaku...oj...było. Ciasto z tego przepisu jest REWELACYJNE! A masa ma wszechstronne zastosowanie, do tortów (z czekoladowymi blatami i czymś cierpkim smakuje ekstra! chociaż i ten, który robiłam nam na rocznicę z masą orzechową, nasączony kawą i przełożony tym kremem i konfiturą z mirabelek był także pyszny), czy jako nadzienie rurek i babeczek. Pasują do niego owoce. Fantastyczny przepis :)
Dajcie znać jeśli się skusicie na wypróbowanie tej masy :)

Pozdrawiam Was ciepło!